Niczego nie można się nauczyć od tego mistrza przez odczytywanie kart jego pamiętników, nie istnieje bowiem żaden specjalny chwyt Casanovy, żadna właściwa Casanovie taktyka oblegania i zdobywania. Cała jego tajemnica polega jedynie i wyłącznie na uczciwości i bezpośredniości jego pożądania, na żywiołowym oddziaływaniu natury na wskroś przesiąkłej żarem namiętności.
Użyłem przed chwilą wyrazu: uczciwość. Określenie zdumiewające w zastosowaniu do Casanovy. Trudno jednak: w grze miłosnej specjalnie niepodobna nie przyznać przechernemu172 temu filutowi173 i fałszerzowi przy kartach pewnej swoistej uczciwości.
Stosunek Casanovy do kobiet jest naprawdę uczciwy, bowiem jest wypływem jego gorącej krwi, jego stale napiętej zmysłowości. Wstyd prawdziwie to zaznaczyć, faktem jest jednak, że nieszczerość w miłości zaczyna się zawsze dopiero wraz z zaprawieniem jej wyższymi uczuciami. Samo tępe, uczciwe ciało nie kłamie, nie przekracza nigdy swoimi napięciami i pożądaniami naturalnie osiągalnych granic. Dopiero z chwilą, kiedy zaczynają wchodzić w grę czynniki duchowe i uczuciowe, które z natury swojej lotności szybują w bezkresy, nadają one bezpośredniej grze zmysłów charakter przesadny, tym samym kłamliwy, ułudnie fantazjując o przeciąganiu czysto ziemskich naszych stosunków w nieskończoność.
Łatwo jest też Casanovie, który nigdy nie sięga poza granicę cielesności, dotrzymywać tego, co przyobiecuje. Czerpiąc z przebogatej, nigdy niewyczerpanej skarbnicy swojej zmysłowości, darzy on rozkoszą w zamian za rozkosz, ciałem za ciało, i dlatego nigdy nie obciąża swojego sumienia duchowym długiem. I dlatego również nie doznają jego kobiety post festum174 zawodu w swoich platonicznych nadziejach. Właśnie dlatego, że ten pozornie płochy lubieżnik nie żąda od nich żadnych innych zachwytów poza miłosnym spazmem płciowym, że nie wgaduje w nie sentymentalnych ułud o nieskończonym trwaniu uczucia, zaoszczędza im zawsze bolesnych rozczarowań i otrzeźwień.
Wolno każdemu nazywać taki rodzaj erotyki miłością przyziemną, czysto seksualną, cielesną, bezduszną i zwierzęcą, nie wolno jej jednak odmawiać uczciwości.
Czyż bowiem ten płochy wietrznik175 ze swoim szczerym i nieukrywanym pożądaniem nie postępuje wobec kobiet szczerzej, prostolinijniej i bardziej ludzko aniżeli wszyscy owi romantyczni marzyciele, wszyscy wielcy kochankowie? Aniżeli chociażby taki (że weźmiemy dla przykładu), zmysłowo nadzmysłowy uwodziciel Faust, który w duchowym upojeniu klnie się na słońce, księżyc i gwiazdy, wtrąca Boga i wszechświat do swoich uczuć dla Małgosi, aby mimo to (o czym Mefisto dobrze wiedział z góry) wzniosłe swoje zachwyty zlikwidować wzorem Casanovy, obrabowując najzupełniej po ziemsku biedną czternastolatkę z najcenniejszego jej klejnotu?
Na szlaku życiowym Goethego i Byrona176 pozostaje nieskończona mnogość złamanych, skrzywionych, zniesławionych, ograbionych ze wszystkiego istnień kobiecych. Natury wyższe, ogarniające swoimi dążeniami wszechświat, bezwiednie tak bardzo wyolbrzymiają w miłości duchowość kobiety, że potem, pozbawiona tego tchnienia ognistego, nie może ona odnaleźć już swojej ziemskiej postaci. Natomiast zapalająca jak lont gwałtowność popędów Casanovy niewielką wyrządza im w gruncie rzeczy krzywdę. Nie łamie on istnień, nie strąca swoich kochanek w otchłań rozpaczy, ale wprost przeciwnie, uszczęśliwia wiele kobiet, nie doprowadzając żadnej do wybuchów histerii. Wszystkie one powracają niepokrzywdzone po tej czysto zmysłowej przygodzie do codziennej swojej egzystencji, do mężów swoich czy innych kochanków. Żadna jednak nie popełnia samobójstwa ani nie wpada w obłęd. Równowaga wewnętrzna żadnej z nich nie zostaje nie tylko zachwiana, ale nawet draśnięta bodaj, bowiem prostolinijna i w swojej bezwzględnej szczerości przedziwnie zdrowa namiętność Casanovy nie dociera wcale do głębszej warstwy przeznaczeń losowych żadnej z nich.
Porywa on je tylko wszystkie niby pęd wiatru zwrotnikowego, pod którego tchnieniem roznieca się ich zmysłowość. Rozpala je, ale nie osmala im skrzydełek, zdobywa je, nie niszcząc ich życia, uwodzi je, nie łamiąc ich. I właśnie dlatego, że miejscem rozgrywki tej jego erotyki jest grubsza tkanka skórna, a nie wrażliwsza, łatwiejsza do urażenia sfera ducha, nie sprowadzają jego podboje żadnych katastrof. Dlatego samego też pozbawiony jest Casanova jako kochanek wszelkich cech demonizmu, nie staje się nigdy tragicznym bohaterem niczyjego romansu, ani też sam nie należy do natur zagadkowych.
Zawsze i wiecznie pozostaje najgenialniejszym epizodykiem tylko w grze miłosnej, jakiego zna arena świata.
Ale właśnie ta bezduszność narzuca nieuniknione pytanie, czy można w ogóle nazwać miłością tę jurność czysto cielesną, tak łatwo pobudzaną przez byle spódniczkę? Oczywiście, nie, o ile chcielibyśmy zestawiać Casanovę, tego homo eroticus, raczej eroticissimus177, nieśmiertelnymi kochankami: Werterem178 czy kawalerem de Saint-Preux179.