Nie żaden czarodziej tedy, nie żaden mistyczny zaklinacz miłosny zwycięża w osobie Casanovy, ale sama natura, jej dobrotliwa i szczera przemoc.

Męskość i człowieczość — oto cała jego tajemnica.

Idący za głosem natury w swoich pożądaniach, szczery i uczciwy w zmysłowej swojej żądzy, wprowadza on do miłości pierwiastek najtrafniejszego zdrowego rozsądku, prawdziwą i istotną równowagę życiową. Nie wznosi kobiet na niebosiężne wyżyny i nie wieńczy ich aureolą świętości, nie czyni z nich zmysłowych demonów, ale pożąda ich i kocha je po ziemsku, jako towarzyszki zabawy w najrozkoszniejszej z gier, jako nakazane przez Boga uzupełnienie męskiej siły i chuci. Mimo że zapaleńszy i bardziej pełnokrwisty niż wszyscy lirycy razem wzięci, nie przesadza nigdy znaczenia miłości i nie czyni z niej treści i ostoi świata, w imię których przyświecają kuli ziemskiej wszystkie gwiazdy firmamentu, zmieniają się pory roku, ludzkość oddycha i ginie. Nie czyni z niej alfy i omegi, „amen wszechświata”, jak ją bardziej zbożnie nazywa Novalis199, ale zdrowo i po prostu, z beztroskim, swobodnym na te sprawy poglądem antycznego świata, nie widzi on w erotyce nic innego poza najsubtelniejszą zarazem i najbardziej pociągającą możliwością ziemskiej rozkoszy.

W taki sposób ściąga Casanova miłość z sztucznie wyszczudlonych niebiańskich szczytów z powrotem na padół ziemski i stawiając ją w ośrodkowym punkcie ludzkich odczuwań, wskazuje w każdej kobiecie osiągalny cel pożądań każdego mężczyzny, obdarzonego chęcią i wolą zaznania rozkoszy.

I w tej samej właśnie chwili, kiedy Rousseau wynajduje dla Francuzów sentymentalizm w miłości, a Werter dla Niemców jej marzycielską melancholię, sławi upojne istnienie Casanovy jej pogańską pogodność, jako najpewniejszego sojusznika w niezbędnym wciąż na nowo dziele ulżenia światu ciężaru jego bytu.

Lata w ciemności

Jak często czyniłem w życiu moim coś takiego, co mnie samemu było wstrętne i czego sam nie rozumiałem. Pchała mnie wszelako do tego tajemna jakaś moc, której świadomie nie stawiałem oporu.

Casanova w pamiętnikach.

Sprawiedliwość nakazuje nam nie mieć za złe kobietom, że tak bez oporu ulegały wielkiemu uwodzicielowi. My sami wszak przy każdorazowym z nim zetknięciu omal nie ulegamy pokusie pójścia za przykładem jego wabiącej, olśniewającej sztuki życia. Bowiem przyznajmy z ręką na sercu: niełatwo jest żadnemu mężczyźnie czytać pamiętniki Casanovy bez odczucia żądła zazdrości.

Jakże często już i bez tego ciążą nam godziny, w ciągu których potężnym głosem odzywa się w nas męsko żądny przygód popęd, tłumiony codzienną uregulowaną pracą wyrobniczą w naszym rozdrabniającym i specjalizującym zajęcia stuleciu. W takich momentach zniecierpliwienia i niezadowolenia wydaje nam się szaleńcza egzystencja tego awanturnika, jego zaborcze wchłanianie pełnymi haustami uciech życia, przesiąkłego niepohamowanym, niczym niepowstrzymanym epikureizmem — mędrszą i realniejszą aniżeli nasze efemeryczne błąkanie się duchowe, jego filozofia żywotniejszą od wszelkich ponurych teorii Schopenhauerowskich200, od ziejącej kamiennym chłodem dogmatyki ojca Kanta201.