O nazwie wsi Boguchwała (Zapadła karczma)

Dáwno tymu jesce wiela wieków Boguchwo[ł]a1 nie nazywa[ł]a sie tak jak tero. Bo by[ł]a wieś, nazywa[ł]a sie Pietraszówka2. A tako nazwe miała od włościciela Pietra, a jeden [z właścicieli — K. S.] był takim zbereźnikiem, co go nawet Przeklętym nazywali. A w ty wsi była tyz karcma. I te karcme nazywali „pod Ancykrysem3”, tag4 ludzie jo zywali, jako miała nazwe, to nig nie wi, [a]le ludzie wzali „pod Ancykrysem”. Bo tam sie dzioły straśne rzecy. Jak przysła już północ, a broń Boże, by w kościele, co stoł opodol zadzwoniły dzwony, to tam sie zdawało, ze sie piekło rozwarło. Jakie tam były wrzaski, jakie tam były szczelania5, co sie tam nie dzioło.

Jednego razu jechoł taki podrózny, bo to ślak u nas węgierski6 prowadził nad Wisłokiem, i zatrzynoł sie w ty karcmie. A cłek był bardzo pobożny. Klęknął ledwo do pocirza7, miec8 położył na stole, rękawice, a tu na dole takie broweryje9, takie huki ogromne, aż sie zdrechnął10:

— Boże, ratuj! — prosi. I usłyszáł głos:

— [U]Ubiraj sie, cem tchu sidej na konia i uciekej!

I on taki wystraszony chycił konia, siád i jedzie na wschód, a od zachodu burzá tako straszná, a pierony tak bijo jeden za drugim. I naroz sie wsysk[t]o uspokojiło.

[U]Obejrzoł sie, niebo jasne ód zachodu, żodny burzy, słonko nawet świci. I wtedy se przepomniał, że on przecie ostawił w ty karcmie rękawice i miec na stole. No to trza sie wrócić! Zawrócił konia, przyjizdżo, a tu ani karcmy, ani kościoła ni ma. Wosłok po sam trakt zalony jak wielgie morze! A on poziro11, a po Wisłoku płynie stół, a na blocie jego rękawice i jego miec leży. Ale nie poszeł [...].

I lata pono od tego casu minyły, jak sie zapádła ta karcma i zapod sie tym kościół. W ty wyrwie wielgi nad Wisłokiem trowa urosła i dworsko świniarka świnie tam pasła. I świnia cosi wyryła — gárcek, nie gárcek. No to dziwcyna posła, obziro12, nie ryszy tego. Przyniesła wody Wisłoka, obláła, kijem to obtarła, oskrobała. No jakisi dzwon! No to dała znać chłopom, co opodal tam na polach robiły. Chłopy przyszły, próbujo to dźwignąć, nie do rady. No to mówio:

— Trza do kościoła to dać.

Ale był taki jeden handlárz między nimi: