Wkrótce potem przyszło Julianowi wybrać spowiednika; wręczono mu listę.
— Ech, Boże! Za kogo mnie oni mają — rzekł sobie w duchu — czy myślą, żem ja fryc? — I wybrał księdza Pirard.
Nie wiedział nawet, jak bardzo ten krok był doniosły. Młodziutki seminarzysta rodem z Verrières, który od początku garnął się do Juliana, pouczył go, iż roztropniej było może wybrać wicedyrektora, księdza Castanède.
— Ksiądz Castenède jest wrogiem księdza Pirard, którego podejrzewa o jansenizm — dodał, nachylając się do ucha Juliana.
Pierwsze kroki naszego bohatera, który tak wiele mniemał o swej przebiegłości, były wszystkie, jak wybór spowiednika, omyłką. Zaślepiony wyobraźnią brał w swoim zarozumieniu41 intencję za czyny i sądził, że jest skończonym hipokrytą. W szaleństwie swym dochodził do tego, że wyrzucał sobie nadmierną doskonałość w obłudzie, tej sztuce ludzi słabych.
„Niestety! To moja jedyna broń! W innej epoce — mówił sobie — zarabiałbym na chleb wymową czynów w obliczu nieprzyjaciela”.
Julian, rad ze swego postępowania, rozglądał się dokoła; wszędzie znajdował pozory najsurowszej cnoty.
Jakiś dziesiątek seminarzystów żył w aureoli świętości, miewali widzenia jak święta Teresa i święty Franciszek, wówczas gdy wystąpiły u niego stygmaty na górze Vernia w Apeninach. Ale to była wielka tajemnica. Ci biedni młodzi wizjonerzy byli prawie zawsze w infirmerii42. Setka innych łączyła z niezłomną wiarą niestrudzoną pilność. Zapracowywali się aż do choroby, bez wielkich rezultatów. Paru wyróżniło się istotnymi zdolnościami, między innymi niejaki Chazel; ale Julian czuł do nich odrazę i wzajemnie.
Reszta seminarzystów to byli nieokrzesani chłopcy, kujący łacińskie wyrazy, których ledwie rozumieli znaczenie. Prawie wszystko chłopscy synowie, którzy woleli zarabiać na chleb lichą łaciną niż pracą na roli. Na podstawie tych spostrzeżeń Julian od pierwszych dni oddał się nadziei rychłych triumfów. „W każdej służbie trzeba ludzi inteligentnych — powiadał sobie — ostatecznie ktoś musi coś robić. Pod Napoleonem byłbym sierżantem; między tymi przyszłymi proboszczami będę wielkim wikariuszem”.
„Wszyscy ci nieboracy — myślał dalej — od dzieciństwa chodzący w kieracie, żyli aż do przybycia tutaj zsiadłym mlekiem i czarnym chlebem. W domu jadali mięso ledwo kilka razy na rok. Podobni żołnierzom rzymskim, którym wojna zdawała się odpoczynkiem, ci nieokrzesani chłopi oczarowani są rozkoszami seminarium”.