Jednego wieczora podczas lekcji zawołano Juliana do księdza Pirard.
— Jutro mamy święto Corpus Domini (Bożego Ciała); ksiądz Chas-Bernard potrzebuje cię przy zdobieniu katedry; idź i bądź posłuszny.
Ksiądz Pirard przywołał go jeszcze i dodał z wyrazem współczucia:
— Od ciebie zależy, czy chcesz skorzystać ze sposobności i przejść się po mieście.
— Incredo per ignes (mam ukrytych wrogów) — odparł Julian.
Nazajutrz wczesnym rankiem Julian udał się ze spuszczonymi oczyma do katedry. Widok ulic i rozpoczynającego się ruchu dobrze nań oddziałał. Na wszystkie strony zdobiono okna dywanami. Cały czas spędzony w seminarium wydał się Julianowi jedną chwilą. Myśl jego była w Vergy oraz przy pięknej Amandzie Binet, którą mógł spotkać, gdyż kawiarnia była opodal. Spostrzegł z dala księdza Chas-Bernard w bramie jego ukochanej katedry; był to zażywny człowiek o wesołej i szczerej twarzy. Ten dzień, to był dzień jego triumfu.
— Czekałem na ciebie, drogi synu — zawołał z daleka, spostrzegłszy Juliana — bywajże mi! Ciężki będziemy mieli dzień i długi; pokrzepmy się pierwszym śniadaniem; drugie czeka nas o dziesiątej podczas sumy.
— Pragnę, proszę ojca — rzekł Julian poważnie — nie być ani chwili sam; ojciec raczy zauważyć — dodał wskazując na zegar wieżowy — że przybywam o piątej bez jednej minuty.
— Ha, ha! Boisz się tych filutów z seminarium! Masz też o czym myśleć! — rzekł ksiądz Chas — Czy droga jest mniej piękna dlatego, że w płotach, które ją otaczają rosną ciernie? Podróżny idzie naprzód, a złośliwym cierniom pozwala tkwić w miejscu. Ale, do roboty, chłopcze, do roboty!
Ksiądz Chas miał słuszność, mówiąc że praca będzie ciężka. Poprzedniego dnia odbywała się w katedrze wielka uroczystość żałobna; nie można było nic przygotować, trzeba było tedy w ciągu jednego ranka przybrać czerwonym adamaszkiem do wysokości trzydziestu stóp wszystkie słupy gotyckie tworzące trzy nawy. Biskup sprowadził z Paryża ekstra pocztą czterech tapicerów, ale nie mogli nastarczyć wszystkiego; zamiast zaś wspomagać dobrą radą niezręczność besansońskich kolegów, zdwajali ją za pomocą drwin.