W tej samej chwili nosowy śpiew księży wracających z procesją rozległ się w kościele. Ksiądz Chas-Bernard zawołał kilkakrotnie na Juliana, który nie słyszał: wreszcie podszedł, aby go wyciągnąć zza filaru, gdzie Julian ukrył się wpół żywy. Chciał go przedstawić biskupowi.
— Słabo ci się zrobiło, dziecko — rzekł ksiądz widząc go bladym i niezdolnym uczynić kroku — zbyt się napracowałeś. Ksiądz ujął go pod rękę. — Chodź, usiądź na ławeczce przy kropielnicy za mną, ja cię zasłonię. — (Stali w pobliżu głównych drzwi). — Uspokój się, mamy jeszcze dobrych dwadzieścia minut, nim Jego Dostojność się zjawi. Staraj się przyjść do siebie; kiedy biskup będzie przechodził, ja cię podniosę; mimo swoich lat silny jestem i krzepki.
Ale kiedy biskup nadszedł, Julian był tak drżący, że ksiądz poniechał zamiaru.
— Nie martw się — rzekł — znajdziemy inną sposobność.
Wieczorem kazał zanieść do kaplicy seminarium dziesięć funtów świec oszczędzonych, jak mówił, dzięki staraniom Juliana i szybkości, z jaką je kazał zgasić. Czysty wymysł! Chłopiec sam był zgaszony; od czasu, jak ujrzał panią de Rênal, nie wiedział, co się z nim dzieje.
XXIX. Pierwsze odznaczenie
Znał swoją epokę, znał swój departament i jest bogaty.
Zwiastun.
Julian nie ocknął się jeszcze ze wzruszenia, w jakim pogrążyło go spotkanie w katedrze, kiedy jednego ranka surowy ksiądz Pirard wezwał go do siebie.
— Ksiądz Chas-Bernard pisał właśnie do mnie za tobą. Jestem na ogół dość zadowolony z twego postępowania. Jesteś mimo pozorów nierozważny i roztrzepany; jednakże jak dotąd serce dobre, nawet szlachetne, zdolności niepospolite... W sumie: widzę w tobie iskrę, której nie należy zaniedbywać.