— Najzupełniejsza prawda — rzekła panna de la Mole.
Altamira popatrzył na nią zdumiony; Julian nie raczył spojrzeć.
— Zauważ, że rewolucja, na której czele się znalazłem — ciągnął hrabia — zawiodła jedynie dlatego, że nie chciałem strącić paru głów, ani też rozdzielić między naszych stronników kilku milionów znajdujących się w kasie, od której miałem klucz. Król, który pała dziś żądzą powieszenia mnie, a który przed buntem nazywał mnie po imieniu, dałby mi wielką wstęgę swego orderu, gdybym był strącił te głowy i rozdał te pieniądze; wówczas osiągnąłbym choć połowę celu i kraj mój miałby bodaj jakąś konstytucję... Tak toczy się świat: to partia szachów...
— Wówczas — wykrzyknął Julian z płomieniem w oku — nie umiał pan grać; dziś...
— Straciłbym te głowy, chcesz powiedzieć, i nie byłbym żyrondystą, jak mi to kiedyś dałeś do zrozumienia?... Odpowiem ci — rzekł Altamira smutnie — wówczas, kiedy zabijesz człowieka w pojedynku, co jest jeszcze mniej szpetne niż oddać go w ręce kata.
— Na honor! — rzekł Julian. — Kto chce osiągnąć cel, godzi się na środki; gdybym zamiast być niczym miał jakąś władzę, kazałbym powiesić trzech ludzi, aby ocalić czterech.
Oczy jego wyrażały ogień przekonania oraz wzgardę dla pospolitych sądów ludzkich; spotkał się z oczami panny de la Mole stojącej tuż obok i pogarda ta, miast zmienić się w wyraz uprzejmy i dworny, jak gdyby zdwoiła się jeszcze.
Dotknęło ją to, ale nie było już w jej mocy zapomnieć Juliana; oddaliła się z urazą, pociągając za sobą brata.
„Muszę się napić ponczu i dużo tańczyć — rzekła sobie — postaram się wybrać najświetniejszego partnera i zrobić furorę. Wybornie, oto ów sławny impertynent, hrabia de Fervaques”. Przyjęła zaproszenie, zaczęli tańczyć.
„Pokażę ci — myślała — kto ma ostrzejszy języczek; ale aby sobie zadrwić z hrabiego, muszę go rozgadać”. Niebawem reszta tancerzy udawała tylko, że tańczy kontredansa: nie chcieli tracić ani jednej z ciętych replik Matyldy. De Fervaques mieszał się; znajdując jedynie gładkie słówka w miejsce myśli, nadrabiał minami; Matylda, podrażniona poprzednim zajściem, dopiekała mu okrutnie. I zrobiła sobie wroga. Tańczyła do rana, wreszcie opuściła bal śmiertelnie znużona. Ale w powozie resztka sił, jakie w niej jeszcze zostały, obróciła się przeciw niej: uczuła się smutna i nieszczęśliwa. Julian wzgardził nią, ona zaś nie mogła nim gardzić.