Ksiądz Pirard wypalił Julianowi długie kazanie z przyczyny jego powodzeń w pałacu Fervaques. Była w tym sekciarska zazdrość surowego jansenisty wobec jezuickiego i neomonarchicznego salonu cnotliwej marszałkowej.

LVIII. Manon Lescaut

Owóż, raz upewniwszy się o głupocie i osielstwie przeora, dość często wygrywał sprawę, mieniąc czarnym białe, a białym czarne.

Lichtenberg.

Wskazówki Rosjanina zalecały stanowczo nie sprzeciwiać się w rozmowie osobie, do której się pisuje. Nie należy pod żadnym pozorem wypadać z ekstatycznego podziwu: to był zasadniczy ton każdego listu.

Pewnego wieczora w operze, w loży pani de Fervaques Julian wysławiał balet Manon Lescaut. Jedyną przyczyną tego entuzjazmu było, to że balet wydał mu się dość mierny.

Marszałkowa rzekła, iż balet nie dorównywa bynajmniej powieści księdza Prévost. „Jak to — pomyślał Julian zdziwiony i ubawiony — osoba tak cnotliwa może wychwalać romanse!” Zazwyczaj pani de Fervaques wyrażała się z najwyższą wzgardą o pisarzach, którzy za pomocą tych płaskich bajek silą się uwodzić młodzież, aż nadto niestety podatną zbłąkaniu zmysłów.

— Wśród tych niemoralnych i niebezpiecznych utworów — ciągnęła marszałkowa — Manon Lescaut zajmuje, jak powiadają, jedno z pierwszych miejsc. Słabość i zasłużone męczarnie występnego serca są tam (powiadają) odmalowane prawdziwie i głęboko; co nie przeszkodziło pańskiemu Bonapartemu wyrazić się na wyspie św. Heleny, że jest to romans pisany dla lokajów.

To odezwanie wróciło duszy Juliana całą jej energię. „Chciano mnie zgubić w oczach marszałkowej; powiedziano jej o moim entuzjazmie dla Napoleona. Dotknęło ją to niemile i nie mogła się wstrzymać, aby mi nie dać tego odczuć”. Odkrycie to zabawiło Juliana na cały wieczór i rozbudziło jego werwę. Kiedy w przedsionku żegnał się z marszałkową, rzekła:

— Niech pan pamięta, że nie można równocześnie kochać mnie i Bonapartego; można, co najwyżej, brać go jako konieczne zło zesłane przez Opatrzność. Zresztą ten człowiek nie miał duszy dość wrażliwej, aby odczuwać arcydzieła sztuki.