„Bądź posłuszna albo cofam wszystko: drżyj, niebaczna! Nie wiem jeszcze, co jest zacz ten twój Julian, a ty wiesz jeszcze mniej ode mnie. Niech jedzie do Strasburga i niech się pilnuje. Oznajmię mą wolę do dwóch tygodni”.
Ta stanowcza odpowiedź zaskoczyła Matyldę. Słowa: nie znam Juliana wtrąciły ją w zadumę, która niebawem wybujała w najczarowniejsze domysły; wierzyła, że są prawdą. „Dusza mego Juliana nie przywdziała przeciętnego uniformu salonów: ojciec nie wierzy w jego wyższość właśnie z przyczyn, które jej dowodzą...
Ale jeśli się nie poddam temu atakowi stanowczości, mogę doprowadzić do przykrej sceny; skandal naraziłby mą pozycję i mógłby zmniejszyć mój urok w oczach Juliana. W ślad za tym... ubóstwo przez dziesięć lat; otóż szalony wybór męża dla jego osobistych zalet można ratować od śmieszności jedynie blaskiem złota. Jeśli będę zmuszona żyć z dala od ojca, w jego wieku może zapomnieć o mnie... Norbert zaślubi jakąś miłą, sprytną kobietkę; księżna burgundzka usidlała na starość Ludwika XIV...”
Postanowiła być posłuszna, ale nie pokazała listu ojca Julianowi, ten dziki charakter mógłby się rzucić na drogę jakiegoś szaleństwa.
Wieczorem, kiedy oznajmiła Julianowi, że jest porucznikiem huzarów, radość jego nie miała granic. Radość tę można wytłumaczyć ambicją całego jego życia oraz namiętnym przywiązaniem do syna. Zmiana nazwiska oszołomiła go.
„Ostatecznie — myślał — mój romans skończony i mnie przypada cała zasługa. Potrafiłem obudzić miłość w tym potworze dumy — dodał w duchu, spoglądając na Matyldę — ojciec nie może żyć bez niej, a ona beze mnie”.
LXV. Burza
Boże mój, daj mi mierność.
Mirabeau.
Dusza jego tonęła w zadumie; zaledwie odwzajemniał tkliwość Matyldy. Był milczący i posępny. Nigdy nie wydał się Matyldzie tak wielki, tak godny uwielbienia. Lękała się, aby jego drażliwość nie zniweczyła całej pozycji.