— Pani jedna może w tej chwili wejść do mego pokoju; niech pani sięgnie tak, aby nikt nie widział, do siennika, w rogu blisko okna; znajdzie tam pani czarne puzderko.
— W nim portret... — rzekła pani de Rênal, ledwie mogąc utrzymać się na nogach.
Julian spostrzegł jej wzruszenie i skorzystał z niego w lot.
— Mam panią prosić o drugą łaskę: błagam, aby pani nie oglądała portretu, to moja tajemnica.
— Tajemnica! — powtórzyła pani de Rênal gasnącym głosem.
Ale mimo iż wzrosła między ludźmi dumnymi z majątku i wrażliwymi jedynie na pieniądz, dusza jej wyszlachetniała już przez miłość. Okrutnie zraniona, pani de Rênal zdobyła się wszelako na akcent szczerego poświęcenia, zadając Julianowi parę niezbędnych pytań.
— Zatem — rzekła, odchodząc — okrągłe pudełko z czarnego kartonu?
— Tak, pani — odparł Julian z owym twardym wejrzeniem, jakie przybierają mężczyźni w chwilach niebezpieczeństwa.
Weszła na drugie piętro, blada, jak gdyby szła na śmierć. Na domiar nieszczęścia czuła, iż bliska jest omdlenia; ale chęć ratowania Juliana dodała jej siły.
— Muszę mieć to pudełko — rzekła, przyśpieszając kroku.