Kobieta najdystyngowańsza w okolicy, którą od sześciu lat otaczał takimi względami, i to, nieszczęściem, z wiedzą i na oczach całego świata; kobieta tak dumna, której lekceważenie przyprawiło go tyle razy o rumieniec, pasowała na swego kochanka czeladnika przebranego za preceptora. I — aby nic nie brakło upokorzeniu pana Valenod — pani de Rénal ubóstwia tego kochanka!
— Co więcej, dodawała służąca z westchnieniem — pan Julian nie raczył nawet zabiegać się o to, nie porzucił wobec pani zwykłej swej obojętności.
Eliza zyskała pewność tego dopiero na wsi, przypuszcza jednak, że romans zaczął się o wiele dawniej.
— Dlatego to z pewnością — dodawała z żalem — nie chciał swego czasu ożenić się ze mną. A ja, głupia, radziłam się pani de Rênal, prosiłam ją, aby pomówiła z preceptorem!
Tego samego dnia pan de Rênal otrzymał wraz z dziennikami długi anonimowy list objaśniający go najszczegółowiej o wszystkim, co się dzieje w domu. Julian spostrzegł, że czytając ten list skreślony na sinym papierze, pan de Rênal blednie i obrzuca go nienawistnym spojrzeniem. Przez cały wieczór mer nie zdołał ochłonąć; próżno Julian starał się go rozchmurzyć, wypytując o genealogię pierwszych rodzin w okolicy.
XX. Anonimy
Du not give d’alliance,
Too much the rein, the strongest
oaths are straw,
To the fire i’the blood.