— Chcą mnie zamordować — wołał — ratujcie mnie!

— Jesteś pan w błędzie albo chcesz wprowadzić w błąd! — krzyknął Fabrycy, który znajdował się w przeciwnym rogu dziedzińca obok stołu zastawionego bronią.

Zrzucił surdut; twarz była zasłonięta drucianą maską, taką, jakiej używa się przy lekcjach fechtunku.

— Wzywam pana — dodał Fabrycy — abyś zechciał włożyć maskę, którą masz pod ręką, po czym stań naprzeciw mnie ze szpadą lub pistoletem; jak panu oznajmiono, masz wybór broni.

Hrabia M... robił niezliczone trudności i wyraźnie nie miał ochoty do pojedynku; z drugiej strony Fabrycy obawiał się przybycia policji, mimo iż znajdował się w górach o dobrych pięć mil od Bolonii. Zaczął w końcu obrzucać rywala zniewagami, wreszcie zdołał doprowadzić go do furii: hrabia M... wziął szpadę i ruszył na Fabrycego. Walka rozpoczęła się dość miękko.

Po kilku minutach przerwał ją wielki hałas. Bohater nasz czuł, że popełnia czyn, który na całe życie mógłby się dlań stać przedmiotem zarzutów lub co najmniej potwarzy. Wysłał Lodovica na wieś, aby mu sprowadził świadków. Lodovico najął za pieniądze obcych wieśniaków, którzy pracowali w pobliskim lesie; przybiegli z krzykiem, myśląc, że chodzi o zabicie wroga owej osoby, która dała im pieniądze. Skoro przybyli, Lodovico wezwał ich, aby patrzyli bacznie dla stwierdzenia, czy który z walczących nie działa podstępnie i czy nie ma nad drugim niedozwolonej przewagi.

Walka, którą na chwilę przerwały groźne okrzyki chłopstwa, nawiązywała się leniwo. Fabrycy starał się pobudzić próżność hrabiego.

— Panie hrabio — wołał — kiedy się jest bezczelnym, trzeba być odważnym. Czuję, że to dla pana ciężki warunek: pan woli opłacać ludzi, aby byli odważni za pana.

Hrabia, doprowadzony do wściekłości, zaczął krzyczeć, że długo się uczył fechtunku u słynnego Battistiniego w Neapolu i że skarze to zuchwalstwo. Wpadłszy w gniew, bił się dość tęgo, co nie przeszkodziło, że Fabrycy przejechał mu ślicznie szpadą przez pierś, kładąc hrabiego do łóżka na kilka miesięcy. Lodovico, udzielając rannemu pierwszej pomocy, szepnął mu:

— Jeżeli pan zdradzi ten pojedynek przed policją, zakłuję pana w łóżku.