W dwie godziny później biedny Fabrycy, z rękami w kajdankach, przywiązany długim łańcuchem do bryczki, do której go wsadzono, jechał do cytadeli w Parmie pod eskortą ośmiu żandarmów. Ci mieli rozkaz brać z sobą wszystkich żandarmów stojących po wsiach, przez które przejeżdżał konwój; sam podesta jechał z tyłu, w ślad tego ważnego jeńca. Około siódmej po południu sediola, eskortowana przez uliczników z całej Parmy oraz przez trzydziestu żandarmów, minęła piękną promenadę, pałacyk, w którym kilka miesięcy wprzódy mieszkała Fausta, wreszcie stanęła przed zewnętrzną bramą cytadeli, w chwili gdy generał Fabio Conti i jego córka mieli wyjeżdżać. Powóz gubernatora zatrzymał się przed mostem zwodzonym, aby wpuścić bryczkę, do której przywiązany był Fabrycy; generał krzyknął, aby zamknięto bramy, i wysiadłszy z powozu, udał się do furty zobaczyć, co się dzieje. Zdziwił się niepomału poznawszy jeńca, który zdrętwiał zupełnie przywiązany do bryczki przez tak długą drogę; czterech żandarmów ujęło go i zaniosło do furty.

„Mam tedy w swojej mocy — powiadał sobie próżny człowiek — słynnego del Dongo, którym, można rzec, od roku zajmował się wyłącznie cały wielki świat Parmy!”

Ze dwadzieścia razy generał spotkał go na dworze, u księżnej i gdzie indziej, ale nie zdradził się, że go zna; lękałby się narazić.

— Niech ściągną — krzyknął na pisarza więziennego — szczegółowy protokół z jeńca dostawionego mi przez godnego podestę z Castelnovo.

Barbone, pisarz, osobistość straszliwa rozmiarami swej brody oraz marsowym wyglądem, przybrał minę jeszcze ważniejszą niż zazwyczaj, istny profos54 niemiecki. Wiedząc coś niecoś, że to zwłaszcza księżna Sanseverina przeszkodziła gubernatorowi, jego panu, zostać ministrem wojny, był dla jeńca nie grzeczniejszy niż zazwyczaj; odzywał się do niego przez voi, jak we Włoszech mówi się tylko do służby.

— Jestem prałatem świętego Kościoła rzymskiego — rzekł Fabrycy z siłą — i wielkim wikariuszem tej diecezji; samo urodzenie daje mi prawo do względów.

— Nic mi o tym nie wiadomo! — odparł grubiańsko pisarz — dowiedź swoich twierdzeń, przedstawiając papiery dające ci prawo do tych tytułów. — Fabrycy nie miał papierów i nie odpowiedział. Generał stał obok swego skryby, patrząc, jak pisze, i nie podnosił oczu na jeńca, aby nie musieć stwierdzić, że to jest w istocie del Dongo.

Naraz Klelia, która czekała w powozie, usłyszała straszliwy zgiełk w strażnicy. Pisarz Barbone, sporządzając grubiański i bardzo długi opis osoby jeńca, kazał mu się rozebrać, iżby można było sprawdzić i stwierdzić skaleczenia otrzymane w rozprawie z Gilettim.

— Nie mogę — odparł Fabrycy, uśmiechając się z goryczą — niepodobna mi usłuchać pańskich rozkazów, kajdanki mi tego bronią.

— Jak to! — wykrzyknął generał z udanym zdumieniem — więzień ma kajdanki w obrębie twierdzy? To jest sprzeczne z regulaminem, trzeba szczególnego rozkazu ad hoc, zdejmijcie mu kajdanki.