To palące wspomnienie wszystkich rozkoszy swojej pozycji popchnęło go do nierozwagi.
— Mam majątek — rzekł, zbliżając się z krzesłem do fotela ministra — nazywa się Riva; chciałbym być baronem Riva.
— Czemu nie — rzekł minister.
Rassi był jak oszalały.
— Zatem, hrabio, pozwolę sobie być niedyskretny, ośmielę się zgadnąć cel pańskich życzeń: pragnie pan ręki księżniczki Izoty. Szlachetna ambicja. Raz spokrewniony z dworem jest pan poza groźbą niełaski, ma pan księcia w ręku. Nie będę Ekscelencji ukrywał, że on się otrząsa na to małżeństwo. Ale gdyby sprawa dostała się w ręce zręcznego i dobrze opłaconego człowieka, można by mieć nadzieję...
— Ja, drogi baronie, nie mam żadnej, wypieram się z góry wszystkiego, co mógłbyś powiedzieć w mym imieniu; ale w dniu, w którym tak znakomita parantela ziści moje marzenia, zapewniając mi tak wysoką pozycję u dworu, ofiaruję ci trzysta tysięcy franków z własnej szkatuły lub poddam księciu, aby ci użyczył jakiejś laski, którą byś pan sam przełożył nad tę kwotę.
Czytelnikowi dłuży się ta rozmowa; a jednak oszczędziliśmy mu jej więcej niż połowę; ciągnęła się jeszcze dwie godziny. Rassi wyszedł od hrabiego oszalały ze szczęścia; hrabia pozostał z nadzieją ocalenia Fabrycego i bardziej niż kiedykolwiek gotów się podać do dymisji. Uważał, iż wpływowi jego zdałoby się, aby go odświeżyło powołanie do władzy takich ludzi jak Rassi i generał Conti; upajał się widokami zemsty na księciu. „Może wypędzić Ginę — wykrzyknął — ale, do kroćset, niech się pożegna z nadzieją zostania konstytucyjnym królem Lombardii.” (Była to śmieszna chimera; książę był trzeźwym człowiekiem, ale tak długo o niej marzył, że się w niej rozkochał do szaleństwa. )
Hrabia nie posiadał się z radości, biegnąc do księżnej zdać sprawę ze swej rozmowy z Rassim. Zastał drzwi zamknięte; odźwierny zaledwie śmiał mu powtórzyć ten rozkaz otrzymany z ust samej pani. Hrabia wrócił smutny do pałacu; cios ten zniweczył radość, w jaką go wprawiła rozmowa z książęcym zausznikiem. Nie mając już serca do niczego, hrabia błądził smutno w galerii obrazów, kiedy w kwadrans później otrzymał taki bilecik:
Skoro faktem jest, drogi i dobry przyjacielu, że jesteśmy już tylko przyjaciółmi, nie trzeba mnie odwiedzać częściej niż trzy razy w tygodniu. Za jakiś czas uszczuplimy te odwiedziny, zawsze tak drogie memu sercu, do dwóch na miesiąc. Jeśli chcesz mi zrobić przyjemność, daj rozgłos temu oziębieniu stosunków; gdybyś chciał mi odpłacić miłość, jaką czułam niegdyś do ciebie, znalazłbyś sobie nową przyjaciółkę. Co do mnie, mam zamiar się bawić; chcę dużo bywać, może nawet znajdę jakiegoś sympatycznego człowieka, który da mi zapomnieć o moich niedolach. Oczywiście, jako przyjaciel ty będziesz zawsze miał pierwsze miejsce w moim sercu; ale nie chcę, aby mówiono, że twój rozum kieruje mymi krokami; pragnę zwłaszcza, aby wiedziano, że ja straciłam wszelki wpływ na twoje postanowienia. Słowem, drogi hrabio, wierzaj, że zawsze będziesz dla mnie najdroższym przyjacielem, ale niczym więcej, nigdy. Nie chowaj, proszę cię, żadnej nadziei, wszystko jest skończone. Licz zawsze na mą przyjaźń.
Ten ostatni dos był zbyt silny; hrabia napisał ozdobny list do księcia z prośbą o zwolnienie go ze wszystkich urzędów i przesłał go swej przyjaciółce z prośbą, aby go wręczyła w pałacu. W chwilę później otrzymał swoją dymisję przedartą na czworo, na czystej zaś stronie księżna raczyła napisać: „Nie, po tysiąc razy nie!”