— Przede wszystkim — podjął ów z logiką prawnika i doskonałą pewnością siebie człowieka, którego żadna zniewaga nie może obrazić — przede a wszystkim nie może być mowy o straceniu pana del Dongo; książę nie śmiałby, czasy się zmieniły. Wreszcie ja, szlachcic, i dzięki panu mający nadzieję zostać baronem, nie przyłożyłbym do tego ręki. Otóż, jak wiadomo Waszej Ekscelencji, kat księstwa Parmy może otrzymać rozkazy jedynie ode mnie; przysięgam zaś Waszej Ekscelencji: nigdy kawaler Rassi nie wyda rozkazów stracenia imć Dongo.

— I roztropnie uczyni — rzeki hrabia, mierząc go surowym spojrzeniem.

— Trzeba rozróżnić — podjął Rassi z uśmiechem. — Moim wydziałem są jedynie zgony oficjalne; gdyby tedy przypadkiem pan del Dongo umarł z niestrawności, niech mnie Ekscelencja o to nie wini. Książę jest wściekły, nie wiem czemu, na Sanseverinę (trzy dni temu Rassi byłby powiedział księżnę, ale jak całe miasto, wiedział o zerwaniu z ministrem).

Hrabia zauważył tę poufałość w takich ustach i można osądzić, jak mu ona była miła; objął Rassiego spojrzeniem brzemiennym nienawiścią. „Drogi aniele — rzekł w myśli — mogę ci okazać swą miłość jedynie słuchając ślepo twoich rozkazów.”

— Wyznam panu — rzekł do poborcy — że ja nie przejmuję się zbytnio kaprysami księżnej; bądź co bądź, ponieważ to ona przedstawiła mi tego urwisa Fabrycego, który lepiej by uczynił, gdyby został w Neapolu i nie mącił nam tutaj wody, zależy mi na tym, aby go nie uśmiercono za moich rządów. Toteż daję panu słowo, że zostaniesz baronem w tydzień po dniu, w którym Fabrycy opuści więzienie.

— W takim razie, panie hrabio, będę baronem dopiero za pełnych dwadzieścia lat, bo książę jest wściekły, a nienawiść jego do pani Sanseverina jest tak żywa, że sili się ją ukrywać.

— Jego Wysokość jest zbyt dobry: na cóż mu ukrywać nienawiść, skoro pierwszy minister już nie stoi za księżną? Nie chcę jedynie, aby mnie ktoś oskarżył o nikczemność, a zwłaszcza o zazdrość; to ja sprowadziłem księżnę do Parmy i jeżeli Fabrycy umrze w więzieniu, nie będziesz pan baronem, ale będziesz może zasztyletowany. Ale zostawmy tę drobnostkę; faktem jest, te zrobiłem obliczenie swego majątku, zaledwie doliczyłem się dwudziestu tysięcy renty, z czego zrodził się zamiar przedłożenia pokornej dymisji swemu władcy. Mam niejaką nadzieję, że król Neapolu zechce mnie zatrudnić; ta stolica da mi rozrywki, których potrzebuję w tej chwili, a których nie mogę znaleźć w dziurze takiej jak Parma: zostałbym chyba o tyle, o ile by mi pan zapewnił rękę księżniczki Izoty etc., etc.

Rozmowa ciągnęła się w nieskończoność w tym duchu. Kiedy Rassi wstawał, hrabia rzekł bardzo obojętnie:

— Wie pan, mówią, że Fabrycy mnie zwodził w tym sensie, że był jednym kochanków księżnej; nie wierzę w tę bajkę i aby jej zaprzeczyć, pragnę, abyś pan doręczył Fabrycemu tę sakiewkę.

— Ależ, panie hrabio — rzekł Rassi, przerażony, spoglądając na sakiewkę — tu znajduje się olbrzymia suma, a przepisy...