— Dla pana, drogi panie, może być olbrzymia — odparł hrabia z nieskończoną wzgardą — łyk taki jak pan, posyłając pieniądze swemu przyjacielowi w więzieniu, uważa, że się zrujnuje, jeśli da dziesięć cekinów, ja zaś chcę, aby Fabrycy otrzymał te sześć tysięcy franków, a zwłaszcza aby w zamku nie dowiedziano się o tej przesyłce.
Gdy Rassi, przerażony, chciał odpowiedzieć, hrabia zniecierpliwiony zamknął za nim drzwi. „Ci ludzie — powiedział sobie — widzą władzę jedynie w brutalności.” To rzekłszy, ów wielki minister oddał się zajęciu tak niedorzecznemu, iż z trudnością przychodzi je nam przytoczyć. Podszedł do biurka, wziął miniaturę księżnej i okrył ją namiętnymi pocałunkami. „Przebacz, aniele — wykrzyknął — że nie wyrzuciłem własną ręką przez okno chama, który ośmielił się mówić o tobie tak poufale; jeślim okazał tyle cierpliwości, to aby ci być posłuszny! Ale co się odwlecze, to nie uciecze.”
Po długiej rozmowie z portretem hrabia, który czuł śmierć w duszy, wpadł na bardzo ucieszny pomysł i wykonał go z dziecinną skwapliwością. Kazał sobie podać galowy strój z orderami i złożył wizytę starej księżniczce Izocie. W życiu nie pojawił się u niej kiedy indziej niż z okazji Nowego Roku. Zastał ją w licznym otoczeniu psów, wystrojoną w galowe suknie, nawet we wszystkich diamentach, jak gdyby szła na dwór. Kiedy hrabia wyraził obawę, że krzyżuje plany Jej Wysokości, która widocznie miała wyjść z domu, Jej Wysokość odpowiedziała ministrowi, że księżniczka Parmy winna jest samej sobie, aby zawsze być ubraną w ten sposób. Pierwszy raz od czasu swego nieszczęścia hrabia uczuł drgnienie wesołości. „Dobrzem zrobił, żem się tu zjawił — powiedział sobie — dziś jeszcze trzeba się oświadczyć.” Księżna była uszczęśliwiona z odwiedzin człowieka tak głośnego ze swej inteligencji, pierwszego ministra; biedna stara panna nie była przyzwyczajona do podobnych wizyt. Hrabia zaczął od zręcznego wstępu, wspominając o przepaści, jaka zawsze będzie dzieliła prostego szlachcica od członka panującego rodu.
— Są w tym odcienie — rzekła księżna — córka króla Francji na przykład nie ma żadnej nadziei dojścia kiedyś do korony; ale w rodzinie parmeńskiej rzeczy mają się inaczej. Dlatego to my, Farnese, musimy zawsze zachować na zewnątrz nieco godności: ja, biedna księżniczka, jak mnie pan widzi, nie mogę powiedzieć, że jest zupełnie niemożliwe, abyś pan był kiedyś moim premierem.
Pomysł ten swoim nieoczekiwanym komizmem dostarczył biednemu hrabiemu drugiej chwili prawdziwej wesołości.
Wychodząc od księżniczki Izoty, która mocno się zarumieniła, słysząc wyznanie miłości pierwszego ministra, hrabia Mosca spotkał kuriera pałacowego: książę wzywał go najśpieszniej.
— Jestem chory — odparł minister uszczęśliwiony, że może się okazać niegrzeczny wobec swego pana. „Ha! ha! doprowadzasz mnie do ostateczności i chcesz, abym ci służył; ale wiedz, mój książę, że w naszej epoce nie wystarcza już władza dana od Opatrzności; trzeba dużo rozumu i charakteru, aby być despotą.”
Odprawiwszy kuriera, wielce zgorszonego doskonałym zdrowiem chorego, hrabia wpadł na koncept, aby odwiedzić dwie osobistości mające największy wpływ na generała Fabia Conti. Co przejmowało drżeniem ministra i odejmowało mu otuchę, to fakt, że gubernator cytadeli był kiedyś oskarżony o pozbycie się pewnego kapitana, swego osobistego wroga, za pomocą perugiańskiej acquetta61.
Hrabia wiedział, że od tygodnia księżna wydaje olbrzymie sumy, aby tobie zapewnić stosunki w cytadeli: ale wedle niego nie miało to widoków powodzenia — wszystkie oczy były jeszcze zbyt otwarte. Nie będę opowiadał czytelnikowi wszystkich usiłowań, jakich chwytała się nieszczęśliwa kobieta: była w rozpaczy, agenci zaś wszelkiego rodzaju, najzupełniej jej oddani, pomagali jej. Ale na dworach małych despotów istnieje może jeden tylko wydział, który jest prowadzony doskonale, mianowicie straż nad politycznymi więźniami. Złoto księżnej nie wywarło innego skutku prócz tego, że odprawiono z cytadeli dziesiątek funkcjonariuszy różnego stopnia.