— Przysięgam być posłuszny księżnej i uciec w dniu, w którym ona zechce i jak zechce. I cóż się ze mną stanie z dala od pani?

— Niech pan przysięgnie, że pan ucieknie, co bądź by się mogło zdarzyć.

— Jak to! Gotowa jest pani zaślubić margrabiego Crescenzi, skoro mnie tu już nie będzie?

— O Boże! cóż pan ma za pojęcie o mnie?... Ale niech pan przysięgnie lub dusza moja nie będzie miała chwili spokoju.

— Więc dobrze, przysięgam, że ucieknę stąd w dniu, w którym pani Sanseverina rozkaże, co bądź by się mogło zdarzyć do tej pory.

Uzyskawszy tę przysięgę, Klelia uczuła się tak słaba, iż podziękowawszy Fabrycemu, musiała się oddalić.

— Wszystko było gotowe do mej ucieczki jutro rano — rzekła — w razie gdyby się pan upierał zostać. Widziałabym pana w tej chwili ostatni raz w życiu, ślubowałam to Madonnie. Teraz, skoro tylko będę mogła wyjść z pokoju, pójdę zbadać ów straszliwy mur pod nowym kamieniem w balustradzie.

Nazajutrz była tak blada, że widok jej sprawiał Fabrycemu żywą przykrość. Rzekła mu z okna ptaszkarni:

— Nie róbmy sobie złudzeń, drogi przyjacielu; uczucie nasze jest grzeszne i nie wątpię, że przyniesie nam nieszczęście. Odkryją cię, gdy będziesz próbował uciekać, będziesz zgubiony na zawsze, jeśli nie gorzej; bądź co bądź, trzeba uczynić zadość rozsądkowi ludzkiemu, który nam każe ważyć się na wszystko. Aby się spuścić z wielkiej wieży, trzeba mocnego sznura na przeszło dwieście stóp. Mimo starań, jakie rozwinęłam od czasu, jak znam projekt księżnej, zdołałam zgromadzić zaledwie jakich pięćdziesiąt stóp. Na rozkaz gubernatora wszystkie liny, jakie znajdowały się w fortecy, są palone, a co wieczór zdejmuje się sznury ze studzien, tak słabe zresztą, że często pękają pod tym niewielkim ciężarem. Ale niech pan prosi Boga, aby mi przebaczył — zdradzam ojca i pracuję, wyrodna córka, nad tym, aby mu sprawić śmiertelną zgryzotę. Módl się do Boga za mnie i jeżeli ocalisz życie, złóż ślub, że obrócisz wszystkie chwile ku Jego chwale.

Oto myśl, jaka mi przyszła: za tydzień opuszczę cytadelę, aby być na weselu jednej z sióstr margrabiego Crescenzi. Wrócę wieczorem, jak każe przyzwoitość, ale zrobię wszystko, aby wrócić bardzo późno; może Barbone nie będzie śmiał rewidować mnie bardzo ściśle. Na tym ślubie siostry margrabiego będą obecne największe damy, z pewnością i pani Sanseverina. Na imię Boga! postaraj się, aby jedna z tych pań wręczyła mi paczkę sznurów, zwiniętych, niezbyt grubych i sprowadzonych do najmniejszych rozmiarów. Choćbym się miała tysiąc razy narazić na śmierć, użyję nawet najniebezpieczniejszych środków, aby przemycić ten sznur do cytadeli, z podeptaniem, niestety, wszystkich obowiązków. Jeśli ojciec mój dowie się o tym, nie ujrzę już pana nigdy; ale jakikolwiek los mnie czeka, będę szczęśliwa w granicach siostrzanej przyjaźni, o ile zdołam się przyczynić do twego ocalenia.