Bo gdy mocniejszych poprosisz o radę,
Czeka cię los ogrodnika.
Po tej lekturze zapadło głębokie milczenie. Książę przechadzał się po gabinecie, odniósłszy sam książkę na swoje miejsce.
— I cóż, pani — rzekła księżna-matka — czy raczy pani przemówić?
— Nie, pani, z pewnością nie, dopóki Wasza Wysokość nie zamianuje mnie ministrem; gdybym się odezwała, groziłaby mi utrata stanowiska ochmistrzyni.
Nowe milczenie przez dobry kwadrans; wreszcie księżna-matka przypomniała sobie rolę, jaką odegrała niegdyś Maria Medycejska77, matka Ludwika XIII; przez kilka poprzedzających dni ochmistrzyni kazała lektorce czytywać doskonałą Historię Ludwika XIII pióra pana Bazin78. Księżna-matka, mimo że bardzo dotknięta, pomyślała, że pani Sanseverina mogłaby łatwo opuścić Parmę i że wówczas Rassi, przed którym czuła straszny lęk, zechciałby się zabawić w Richelieugo79 i kazałby ją synowi wygnać80. W tej chwili księżna dałaby wszystko, aby upokorzyć swoją ochmistrzynię, ale nie mogła. Wstała, podeszła z uśmiechem, nieco wymuszonym, ujęła panią Sanseverina za rękę i rzekła:
— No, proszę, dowiedź mi swojej przyjaźni i mów.
— Zatem dwa słowa tylko: spalić w tym oto kominku wszystkie papiery zebrane przez tę żmiję Rassiego i nigdy mu się nie przyznać, że je spalono. Dodała bardzo cicho i poufnie do ucha swej pani: — Z Rassiego może wyrosnąć Richelieu.
— Ależ, u diaska, te papiery kosztują mnie przeszło osiemdziesiąt tysięcy franków! — wykrzyknął książę ze złością.
— Wasza Wysokość — odparła pani Sanseverina z siłą — oto co kosztuje używać zbrodniarzy bez urodzenia. Dałby Bóg, abyś książę mógł stracić milion, a nigdy nie użyczać ucha łajdakom, którzy nie dali twemu ojcu spać przez sześć ostatnich lat jego panowania.