Co więcej, mój wuj, Roman Gagnon, miał głowę najoczywiściej prawie rzymską, z wyjątkiem cery, którą miał bardzo piękną.

Nigdy nie spotkałem pięknej melodii skomponowanej przez Francuza; najpiękniejsze nie wznoszą się ponad gruby charakter pieśni popularnej, to znaczy takiej, która musi się spodobać wszystkim; taką jest:

Allons, enfants de la patrie...

kapitana Rougeta de Lisle, pieśń skomponowana w ciągu jednej nocy w Strasburgu.

Ta pieśń wydaje mi się o wiele wyższa od wszystkiego, co spłodziła kiedykolwiek głowa francuska, ale w swoim rodzaju nieodzownie niższa od Mozarta

Là ci darem la mano,

Là mi dirai di si...

Wyznaję, że doskonale piękne wydają mi się jedynie melodie tych dwóch autorów: Cimarosy i Mozarta, i raczej bym się dał powiesić, niżbym zdołał powiedzieć szczerze, którego z nich wolę.

Kiedy mój zły los dał mi poznać dwa nudne salony, zawsze ten, z którego właśnie wychodzę, wydaje mi się uciążliwszy.

Kiedy słyszę Mozarta albo Cimarosę, zawsze ten, którego słyszałem na ostatku, wydaje mi się nieco milszy od drugiego.