Paisiello wydaje mi się cienkuszem dość przyjemnym, który można nawet pić z przyjemnością, w chwilach gdy wino wydaje się za mocne.

To samo powiem o kilku ariach paru kompozytorów niższych od Paisiella, na przykład: Senza sposo non mi lasciate, signor govematore (nie przypominam sobie słów) z Cantatrici villane Fioravantiego.

Zła strona tego cienkusza, to że po chwili wydaje się mdły. Można tego pić tylko jeden kieliszek.

Prawie wszyscy autorzy, kiedy piszą o rasach ludzi, są zaprzedani [religii]. Bardzo mała liczba ludzi uczciwych miesza fakty dowiedzione z przypuszczeniami. Gdy jakaś nauka się zaczyna, wówczas człowiek nienależący do niej może się odważyć o niej mówić.

Mówię tedy, że próżno żądałoby się od psa myśliwskiego inteligencji pudla lub też od pudla tego, aby poznał, że zając przeszedł tędy przed sześciu godzinami.

Mogą istnieć wyjątki indywidualne, ale ogólna prawda jest, że pudel i pies myśliwski mają każdy swój talent.

Prawdopodobnie tak samo jest z rasami ludzi.

Co jest pewne, zaobserwowane przeze mnie i przez Constantina, to że widzieliśmy całe towarzystwo rzymskie (120, Batacia, widziałem to chyba w 1834), które się zajmuje wyłącznie muzyką i które śpiewa bardzo dobrze finały z Semiramidy Rossiniego i w ogóle najtrudniejszą muzykę, jak walcuje cały wieczór przy muzyce do kontredansa, i to granej nie w takt. Rzymianin, a nawet Włoch w ogólności, ma wybitny antytalent do tańca.

Zacząłem umyślnie od końca, aby nie oburzyć Francuzów z roku 1880, kiedy wyczytają tutaj, że nic nie równało się antytalentowi ich przodków z 1830 do sądzenia muzyki wokalnej lub wykonywania jej.

Francuzi stali się uczeni w tym rodzaju od 1820, ale zawsze w gruncie barbarzyńcy: za dowód niech starczy powodzenie Roberta Diabła Meyerbeera.