Zdaje mi się, żeśmy się zatrzymali dwa albo trzy dni pod Bard.
Bałem się nocy z powodu ukąszeń tych straszliwych komarów; miałem czas wyleczyć się do połowy.
Czy Pierwszy Konsul był z nami?
Czy to wówczas, jak mi się zdaje, gdyśmy byli na tej równince pod fortem, pułkownik Dufour chciał go zdobyć siłą? I dwaj saperzy próbowali przeciąć łańcuchy zwodzonego mostu? Czy widziałem, jak koła armat obwiązywano słomą, czy też to jest echo opowiadania, które znajduję w głowie?
Przerażająca kanonada w tych tak wysokich skałach, w tej dolinie tak ciasnej sprawiała mi szalone emocje.
Wreszcie kapitan rzekł: „Weźmiemy się górami na lewo, tam jest droga”.
Dowiedziałem się później, że ta góra nazywa się Albaredo.
Po pół mili usłyszałem tę przestrogę biegnącą z ust do ust: „Trzymaj cugle tylko dwoma palcami prawej ręki, aby jeśli koń spadnie w przepaść, nie pociągnął cię!”.
„Tam do licha, więc jest niebezpieczeństwo!” — powiedziałem sobie.
Droga albo raczej ścieżka, niedawno zaledwie wytyczona oskardami, biegnie po linii CC, litera D oznacza przepaść, R — szaniec.