(Oto jeszcze sposób zahaczenia prawdziwej daty. Regestr Sądu Karnego, obecnie Trybunału Apelacyjnego, przy placu Św. Andrzeja musi zawierać datę śmierci księży Revenas i Guillabert).

Spowiednik mój, ksiądz Dumollard z Bourg-d’Oisans (jednooki, niezły człowiek na pozór, od 1815 wściekły jezuita), pokazał mi z gestami, które mi się wydały śmieszne, modlitwy czy wiersze łacińskie pisane przez księży Revenas i Guillabert, dla których chciał koniecznie wmówić mi szacunek niby dla generałów brygady.

Odpowiedziałem hardo:

— Dziadzio powiadał mi, że przed dwudziestu laty powieszono na tym samym miejscu dwóch pastorów protestanckich.

— Och, to zupełnie co innego!

— Sąd skazał tamtych za ich religię; Sąd Karny skazał tych za to, że zdradzili ojczyznę.

Jeżeli nie takie były słowa, taki był w każdym razie sens.

Ale nie wiedziałem jeszcze, że dysputować z tyranami jest niebezpieczne, musieli czytać w moich oczach brak sympatii dla dwóch zdrajców ojczyzny. (Nie było w roku 1795 i nie ma w moich oczach w roku 1835 żadnej zbrodni, którą by można porównać z tą, nawet w przybliżeniu).

Zrobiono mi straszliwą scenę, ojciec wpadł na mnie w taki gniew, jakiego nigdy nie pamiętam. Serafia tryumfowała. Ciotka Elżbieta nagadała mi na osobności morałów. Ale zdaje mi się, Boże odpuść, przekonałem ją, że to jest prawo odwetu.

Szczęściem dla mnie, dziadek nie przyłączył się do moich wrogów; prywatnie był zdania, że śmierć dwóch pastorów protestanckich była równą niegodziwością.