Mam tylko jeden sposób trzymania na wodzy mojej wyobraźni, aby mi nie płatała sztuk, to jest iść prosto do celu. Przekonałem się o tym, idąc na dwie armaty (o czym jest mowa w świadectwie generała Michaud).
Później (chcę rzec około 1805) w Marsylii miałem rozkoszną przyjemność, oglądając moją kochankę, wspaniale zbudowaną, kąpiącą się w rzece Huveaune, uwieńczonej wielkimi drzewami (w wiejskiej posiadłości pani Rey).
Przypomniałem sobie żywo ów krajobraz, który przez kilka lat był dla mnie ideałem zmysłowego szczęścia. Byłbym mógł wykrzyknąć jak nie wiem już jaki dudek z którejś z powieści z roku 1832: „Oto mój ideał!”.
Wszystko to (łatwo zrozumieć) jest zupełnie niezależne od wartości obrazu, który był prawdopodobnie talerzem szpinaku, bez żadnej perspektywy.
Później Nieważny traktat (opera Gaveaux) stał się dla mnie początkiem namiętności, która zatrzymała się na Matrimonio segreto poznanym w Ivrée (koniec maja 1800) i na Don Juanie.
Rozdział XVI
Pracowałem przy małym stoliku pod oknem wielkiego włoskiego salonu, tłumaczyłem z przyjemnością Wergilego czy Metamorfozy Owidiusza, kiedy złowrogi pomruk ogromnego tłumu zebranego na placu Grenette powiadomił mnie, że zgilotynowano dwóch księży.
To była jedyna krew, jaką Terror roku 93 rozlał w Grenobli.
Oto moja wielka wina: czytelnik mój z roku 1880, daleki od zawziętości stronnictw, znienawidzi mnie, kiedy mu wyznam, że ta śmierć, która ścięła zgrozą mego dziadka, która doprowadziła do furii Serafię, która pogłębiła wyniosłe i hiszpańskie milczenie ciotki Elżbiety, zrobiła mi pleasure58. Napisałem to wielkie słowo.
Więcej jeszcze, jeszcze gorzej: jeszcze w 1835 I am the man of 179459