— Według mnie ten wiersz jest najładniejszy ze wszystkich — powiedziała Józia.

— Mój jest najpiękniejszy, zresztą Cesia nie dostała pieczątki — rzekła Elżbietka, bawiąc się swym podarkiem, który ciągle trzymała w rączce.

— Kasiu, ty powinnaś najpierw przeczytać swój list, ponieważ jesteś najstarsza — odezwała się Józia.

— Niewiele w nim jest, tylko to co następuje:

Biała jest konwalia, różowa stokrotka,

Słodki jest cukierek, a ty jak on słodka.

— Jaki lichy wiersz — wykrzyknęła Elżbietka z płomiennym wzrokiem — to wstyd doprawdy, Kasiu! Tobie należał się najładniejszy.

Kasi trudno było wstrzymać się od śmiechu, tak się bowiem rzecz miała, że wiersze dla innych dzieci tyle jej czasu zabrały, iż nie zdążyła już napisać dla siebie, a bojąc się wzbudzić podejrzenie, gdyby jej nic nie przypadło, w ostatniej chwili nagryzmoliła ten stary rym.

Udając zamyślenie powiedziała:

— Prawda, że nieładny, ale mniejsza o to.