— Jakie jesteśmy wystrojone — rzekła Józia, spostrzegłszy, jak świetnie wygląda. — Obróć się Cesiu, jaka szarfa! Strasznie robisz się dorosła, panno Hall!
— Żadna z nas nie będzie tak „dorosła” jak Kasia — odparła Cesia ze śmiechem.
Na koniec ukazał się pan Carr. Bardzo powoli zeszli ze schodów — Kasia wsparta na ojcu, przy niej Henryś, dziewczęta za nimi, a Filipek na samym przodzie. Dorota, Brygida i Aleksander wychylali głowy z kuchni, żeby ją zobaczyć, a stara Marianna płakała z radości, zasłaniając oczy fartuszkiem.
— Ach, frontowe drzwi są otwarte! — rzekła Kasia z uniesieniem. — Jak ładnie! A jaka piękna cerata! Wszakże nowa? Nie było jej, gdy chodziłam jeszcze.
— Nie zatrzymuj się przy tym — wykrzyknął Filipek, któremu widocznie pilno było. — To nie jest nowa cerata, już dawno, dawno tu leży! Chodź lepiej do bawialnego pokoju!
— Dobrze — powiedział ojciec — obiad jeszcze niezupełnie gotowy, masz więc czas odpocząć trochę. Cudownie to zniosłaś, Kasiu. Czy bardzo się zmęczyłaś?
— Ani trochę — odparła wesoło. — Zdaje mi się, że mogłabym zejść sama. Ach! Drzwi od szafy z książkami naprawione! Jak ładnie wyglądają!
— Nie zatrzymuj się! Nie zatrzymuj! — powtarzał Filipek, wychodząc z siebie z niecierpliwości.
Poszli więc dalej: ojciec otworzył drzwi od bawialnego pokoju, Kasia postawiła jeden krok i stanęła. Rumieniec wystąpił jej na twarz i chwyciła się klamki, żeby nie upaść. Cóż ujrzała?
Nie tylko sam pokój, świeże muślinowe firanki i wazoniki z kwiatami, nawet nie tylko szerokie, piękne okno zrobione od słonecznej strony ani nie kuszącą sofę ze stolikiem, widocznie dla niej przygotowane. Nie, znajdowało się tam jeszcze coś innego. Sofa była wysunięta, a na niej, wsparta na poduszkach, z jasnym wzrokiem zwróconym ku drzwiom leżała kuzynka Helena! Zobaczywszy Kasię, wyciągnęła do niej ramiona.