— Patrz, panna Pettingill przyniosła mi nową suknię, ubiorę się w nią pierwszy raz, gdy będę schodzić na dół.
— Jaka ładna! — odrzekła Józia, oglądając sukienkę z miękkiego, popielatego kaszmiru, ozdobioną wstążkami w tych samych barwach. — Ale Kasiu, ja tu przyszłam zamknąć drzwi. Brygida będzie zamiatać w sieni, a nie chciałabym, żeby tu naleciało kurzu, bo wszakże twój pokój był wyszczotkowany dziś rano.
— Szczególna pora do zamiatania sieni! — odezwała się Kasia z zadziwieniem. — Dlaczego nie każesz jej czekać do jutra?
— Nie mogę, widzisz... Ona... Zdaje mi się, że ma co innego robić jutro. Wygodniej, żeby zamiotła teraz. Nie wzbraniaj się, Kasiu droga, tylko trzymaj drzwi zamknięte. Dobrze? Przyrzeknij.
— Najchętniej — powiedziała coraz bardziej zdumiona Kasia i uległa prośbom Józi. Chciała potem czytać, ale tak była zaciekawiona, że litery skakały jej przed oczami i nie mogła się powstrzymywać od podsłuchiwania. Brygida umyślnie hałasowała szczotką, lecz mimo to zdawało się Kasi, że słyszy inne odgłosy i chodzenie po schodach, otwieranie i zamykanie drzwi, tłumienie śmiechu. Jakież to wszystko wydawało się jej dziwne!
— Mniejsza o to — rzekła, zatykając uszy — jutro dowiem się wszystkiego.
Nazajutrz dzień był chłodny i miły — ideał wrześniowej pogody.
— Kasiu — rzekła Józia, gdy przyszła z ogrodu z pełnymi rękami kwiatów — jaka twoja suknia jest ładna, jeszcze nigdy nie wyglądałaś tak dobrze — mówiąc to, przypięła jej jeden czerwony goździk do stanika80, a drugi do włosów.
— Teraz jesteś już wystrojona! Papa przyjdzie za kilka minut, żeby cię sprowadzić na dół.
W tej chwili weszły Elżbietka i Joasia, ubrane równie jak Józia w swe najładniejsze sukienki. Widocznie była to uroczystość dla całego domu. Cesia przyłączyła się także do ich grona, zaproszono ją bowiem, żeby widziała Kasię schodzącą na dół. Ona również miała na sobie nową suknię.