Jakie figle wyprawiały się potem w dziecinnym pokoju, tego nie zdołam opowiedzieć. Z wieczora dał się słyszyć krzyk i ze wszystkich stron domu zbiegli się ludzie, pytając: „Co się stało?”. Oto zatrzasnęły się drzwi od dziecinnego pokoju i nie można było wyjść. Ciotka Iza nakazywała przez dziurkę od klucza, żeby jej otwarto, ale taka tam była wrzawa, że nieprędko zdołała usłyszeć odpowiedź. Nareszcie Elżbietka, łkając gwałtownie, objaśniła, że Henryś zamknął drzwi, a teraz klucz nie chce się obracać i nie mogą otworzyć. Wreszcie zapytała z płaczem:
— Czy mamy tu zostać na zawsze i umrzeć z głodu?
— Ależ nie, ty głupiutkie dziecko — zawołała ciotka Iza. — Boże mój, Boże! Czego te dzieci nie zbroją! Przestań płakać Elżbietko, czy słyszysz? Wyjdziecie stamtąd za kilka minut.
Wkrótce dał się słyszeć ruch za żaluzją i służący Aleksander stanął za oknem na wysokiej drabinie, kłaniając się dzieciom. Zapomniały o strachu, pobiegły otworzyć okno, skakały i kręciły się wokół Aleksandra, gdy wszedł i otworzył drzwi. Wydawało im się tak piękną rzeczą wydobyć się w ten sposób, że Henryś zaczął się chełpić swoim dziełem.
Ale ciotka Iza inaczej patrzyła na tę rzecz. Wyłajała ich porządnie i powiedziała, że są męczącymi dziećmi, którym nie można ufać ani chwili, gdy są poza zasięgiem wzroku, i że bardzo żałuje, iż obiecała pójść na wieczorną naukę.
— Zanim powrócę — dodała — gotowiście podpalić dom albo zabić kogoś.
— Nie zrobimy tego, nie zrobimy! — zawołały dzieci wzruszone tym strasznym obrazem, ale w dziesięć minut zapomniały o wszystkim.
Przez cały ten czas Kasia rozpływała się w bibliotece nad Jerozolimą wyzwoloną29 Tassa. Książka ta została napisana po włosku, ale przetłumaczono ją na język angielski — nie była przeznaczona dla małej dziewczynki, ale Kasia ją bardzo lubiła.
Pisano w niej o królach, damach, olbrzymach i bitwach. Czytając, robiło się jej raz zimno, drugi raz gorąco, chciała koniecznie coś złamać albo krzyczeć, albo kogoś uderzyć. Z natury lubiła czytać i do tego zachęcał ją ojciec — zamykał tylko niektóre książki, a z reszty biblioteki pozwalał jej korzystać. Czytywała rozmaite rzeczy: podróże, kazania i stare magazyny. Nie było niczego tak trudnego, żeby nie wytrwała ona do końca, a prawdziwie zajmujące książki tak ją pochłaniały, że nie wiedziała, co się dzieje wokół. Gdy znajome dziewczynki spodziewały się jej na herbatę, chowały wszystkie powieści, bo inaczej zagłębiała się w książce, a wtenczas daremnie ktoś by ją wołał i ciągnął za suknię, bo niczego nie widziała ani słyszała, póki nie nadszedł czas pójścia do domu.
Owego popołudnia czytała więc Jerozolimę, dopóki się nie ściemniło. Idąc potem na górę, spotkała ciotkę Izę w kapeluszu i szalu.