I co dzień tam chodzą wieczorem,
Łzą roszą darninę zieloną
I mówią z rozpaczą: «o! czemu!
Pepito się objadł spleśniałego kremu!»
Poemat przyjęto gromkimi oklaskami: dzieci śmiały się, krzyczały, klaskały, aż się echo rozchodziło po spichrzu. Józia zachowała jednak poważną minę i usiadła tak spokojnie jak przedtem, tylko z tą różnicą, że się jej tworzyły i znikały dołki w kącikach ust. Dołki te były po części tylko naturalne, a po części — przykro mi to wyznać — sama je sobie co dzień robiła kredą, mając zwyczaj mazać się nią w trakcie lekcji.
Gdy wrzawa ucichła, odezwała się Kasia:
— Teraz następują wiersze z Pisma Świętego, deklamowane przez panny: Elżbietę i Joannę Carr. Podnieś główkę, Elżbietko, i mów wyraźnie. Joasiu, nie możesz przecież chichotać, gdy przyjdzie twoja kolej.
Ale Joasia po tym zaleceniu śmiała się jeszcze bardziej, zatykała sobie usta i patrzyła przez szpary palców. Elżbietka za to z wielką godnością i z uroczystą powagą sędziego zaczęła deklamować:
Za kary grzechu anioł promienisty
Adama z Ewą wygnał z rajskich wrót;