— Nie — odrzekła Kasia z namysłem — tylko zdawało mi się kuzynko Heleno, że to próżnośc otaczać się pięknymi rzeczami, kiedy jest się chorą.

Helena roześmiała się serdecznie i spytała:

— Kto ci to wbił w głowę?

— Cesia tak powiedziała, gdy jej wspomniałam o twej ładnej koszulce.

Helena znowu się roześmiała.

— Powiem ci, Kasiu, co o tym myślę: piękne rzeczy nie czynią człowieka bardziej próżnym niż brzydkie, chyba że nas psują, budząc próżność lub obojętność na cudze problemy. Choroba zaś jest tak przykrą rzeczą sama przez się, że chore osoby muszą być niezmiernie ostrożne, żeby nie wzniecać odrazy. Chora osoba nie może być za bardzo zadbana. Gdy cierpimy na ból krzyża, ból głowy i różne inne bóle — dodała z uśmiechem — to nam nie grozi wielkie niebezpieczeństwo próżności, tylko dlatego że mamy żabot przy koszuli albo kawałek jasnej wstążki.

Helena zaczęła układać kwiaty, dotykając ich ostrożnie, jak gdyby je kochała.

— Jakie dziwne dźwięki! — wykrzyknęła nagle.

Istotnie były to dziwne dźwięki, jakby chrapanie i sapanie morsa przechadzającego się po sieni. Kasia otworzyła drzwi: cóż się tam działo? Oto Joasia i Henryś stali z noskami czerwonymi od przyciskania ich do dziurki od klucza, daremnie próbując zobaczyć, czy kuzynka Helena jest już gotowa do przyjęcia gości.

— Wpuść ich tu! — zawołała Helena z sofy.