Weszli więc, a niedługo po nich zjawiły się Elżbietka i Józia. Jakiż wesoły mieli poranek! Kuzynka Helena dowiodła daru opowiadania historii i wymyślania gier, które można było urządzać przy sofie, unikając hałasu, którego źle znosiła. Gdy ciotka Iza przyszła do nich koło jedenastej, dzieci były tak rozweselone, jak nigdy wcześniej, więc ona także wzięła udział w zabawie, rzecz przedtem niesłyszana!
— Coś ty im zadała, Helenko? — zapytał pan Carr, gdy otworzywszy drzwi, zastał całe grono siedzące na ziemi. Pociągnięty ogólną wesołością sam usiadł także, swawoląc62 wraz z innymi.
— Muszę temu położyć koniec! — zawołał nareszcie, widząc, że wszyscy są zmęczeni śmiechem. — Kuzynka Helena musi odpocząć. Odejdźcie stąd i nie wracajcie, póki zegar nie wybije czwartej. Słyszycie pisklęta? Precz, precz! Sio, sio!
Jak stado ptaków pierzchły wszystkie dzieci prócz Kasi, która rzekła błagalnie:
— Ach papo, ja się będę zachowywać tak spokojnie! Czy nie mogłabym zostać, póki dzwonek nie wezwie do obiadu?
— Pozwól, wuju — prosiła Helena, więc też pan Carr przystał na to.
Kasia usiadła na ziemi, trzymając rękę Helenki i przysłuchując się jej rozmowie z ojcem, chociaż mówili o osobach i rzeczach jej nieznanych.
— Jak się ma Aleksy? — zapytał nareszcie pan Carr.
— Teraz zupełnie dobrze — odpowiedziała Helena z najmilszym swym spojrzeniem. — Bardzo był spracowany i zmęczony na wiosnę, niepokoiliśmy się nawet o niego, ale Anna namówiła go, żeby skorzystał z dwutygodniowych wakacji i wrócił zupełnie zdrów.
— Czy ich często widujesz?