— Prawie co dzień: mała Helenka także przychodzi co dzień na lekcje, jak wujowi wiadomo.
— Czy tak ładna jak zawsze?
— O ładna, jeszcze ładniejsza w moich oczach. Taka miła istotka, że to moja największa przyjemność mieć ją przy sobie. Aleksy wmawia mi, że ja kiedyś taka byłam, ale to tak wielki komplement, że nie śmiem go przyjmować.
Doktor Carr pochylił się, żeby pocałować Helenę i widoczne było, że się nie może powstrzymać od tego. Rzekł tylko „Moje drogie dziecko”, ale w tonie było coś takiego, co zaciekawiło Kasię.
— Papo — zapytała po obiedzie — kto jest ten Aleksy, o którym mówiła kuzynka Helena?
— Dlaczego pytasz o to?
— Sama nie wiem, tylko kuzynka Helena taką miała minę, a papa ją pocałował i zdawało mi się, że w tym musi coś być zajmującego.
— Tak jest w istocie — rzekł doktor Carr, biorąc ją na kolana. — Mam ochotę ci to powiedzieć, bo już jesteś dosyć duża, by ocenić, że to piękne, i mam nadzieję, że także dosyć rozumna, żeby nie szczebiotać i nie wypytywać. Otóż, dawno temu kuzynka Helena kochała pewnego Aleksego i spodziewała się go poślubić, będąc jeszcze zdrowa i silna.
— Ach czemuż go nie poślubiła? — zawołała Kasia.
— Przydarzył jej się straszny wypadek — odpowiedział doktor Carr. — Długi czas myślano, że umrze, potem zrobiło jej się lepiej i doktorzy zawyrokowali, że może żyć długie lata, lecz będzie musiała leżeć ciągle na sofie i być niepełnosprawna. Aleksy strasznie się zmartwił, chciał się żenić z kuzynką Heleną mimo tego nieszczęścia, zawsze ją pielęgnować i doglądać, ale ona nie przystała to i zwolniła go z danego słowa, mówiąc, iż ma nadzieję, że kiedyś równie mocno pokocha inną i że ją poślubi. Tak się też stało po wielu latach: mieszka z żoną o drzwi od kuzynki Heleny i oboje są jej najlepszymi przyjaciółmi. Córeczkę swoją nazwali też Helenką, zwierzają się kuzynce Helenie ze wszystkich zamiarów i o nikim tyle nie myślą, co o niej.