— W krzyżu? Czy ból jest wysoko czy nisko? — przez kilka minut opukiwał kręgosłup, obracając ją niewygodnie.

— Boję się, że sobie coś uszkodziła — rzekł na koniec — ale nie mogę ocenić, w jaki sposób. Może to tylko lekkie skręcenie albo zwichnięcie — dodał, widząc smutek Kasi. — Lepiej wziąć ją jak najszybciej na górę i rozebrać, panno Carr. Zostawię receptę na lek do wcierania. — Wziąwszy kawałek papieru, zaczął pisać.

— Czy mam pójść do łóżka? Jak długo będę leżeć, doktorze? — zapytała Kasia.

— Będzie to zależało od tego, jak szybko wyzdrowiejesz — odparł doktor. — Mam nadzieję, że nie będziesz długo leżeć, może tylko kilka dni.

— Kilka dni! — powtórzyła rozpaczliwym głosem.

Gdy doktor odszedł, ciotka Iza i Dorota podniosły Kasię i powoli poszły z nią na górę. Było to niełatwe, bo każde poruszenie urażało ją, a najdotkliwsze było uczucie, że jest niebezpiecznie potłuczona. Nie mogła się wstrzymać od płaczu, gdy ją rozebrano i położono w łóżku. Wszystko jej się wydawało takie dziwne i straszne. „Gdyby choć papa był” — myślała, ale doktor Carr pojechał na wieś odwiedzić bardzo chorą osobę i mógł wrócić dopiero jutro.

Jakież to długie, długie było popołudnie! Ciotka Iza przysłała na górę obiad, ale Kasia nie mogła jeść. Miała spalone usta, a głowa bolała ją intensywnie. Słońce zaczynało dogrzewać, więc w pokoju było gorąco, muchy brzęczały przy oknie i dręczyły ją, siadając na twarzy. Lekkie kłucie przechodziło ją po krzyżu, leżała z zamkniętymi oczami, bo ją raziło światło i różne smutne myśli cisnęły się jej do głowy.

„Jeżeli naprawdę zwichnęłam krzyż, to będę może leżała cały tydzień” — mówiła sobie. — Ach Boże, mój Boże! Nie wytrzymałabym! Wakacje trwają tylko osiem tygodni i miałam robić takie ładne rzeczy! Jak można być tak cierpliwą jak kuzynka Helena, leżąc bez ustanku? Jakże się ona zmartwi, gdy się dowie! Czy rzeczywiście dopiero niedawno odjechała? Zdaje się, jak gdyby to już było przed rokiem. Ach, gdybym nie była usiadła na tę wstrętną, starą huśtawkę!”. I zaczęła sobie wyobrażać, co by to było, gdyby tego nie uczyniła. Miały pójść z Józią po południu do Raju i mogłyby teraz siedzieć pod cienistymi drzewami! Gdy te myśli przesuwały jej się po mózgu, głowa jej się rozgrzała i leżenie na sofie stawało się coraz bardziej niewygodne.

Nagle poczuła, że rażące światło od okna przyćmiewa się i że owiewa ją wietrzyk. Otworzyła ociężałe oczy: rolety były spuszczone, a przy łóżeczku siedziała Elżbietka, chłodząc ją wachlarzem z liścia palmowego.

— Czy obudziłam cię? — zapytała nieśmiało. Kasia spojrzała na nią z przestrachem i zadziwieniem.