— Ach, Elżbietko, idź sobie! — wykrzyknęła Kasia. — Rozmawiamy tu z kuzynką Heleną, nie przychodź teraz.
Kasia nie przemówiła wprawdzie niegrzecznie, ale Elżbietce wydłużyła się twarzyczka i zdradziła doznany zawód, jednakże nic nie mówiąc, cofnęła się i zamknęła drzwi.
Kuzynka Helena przyglądała się tej scenie w milczeniu i przez kilka minut była zamyślona. Na koniec rzekła:
— Kasiu, mówiłaś przed chwilą, że jedną z trapiących cię rzeczy w chorobie jest to, że nie możesz być pożyteczna dzieciom. Ja jednak nie widzę przyczyny, żebyś się tym martwiła.
— Dlaczego? — spytała zdumiona Kasia.
— Dlatego że możesz być pożyteczna i zdaje mi się, że masz więcej sposobności niż dawniej, kiedy byłaś zdrowa i biegałaś tu i tam, jak to było twoim zwyczajem. Mogłabyś zrobić z nimi teraz prawie wszystko, co byś tylko chciała.
— Nie rozumiem cię — rzekła Kasia posępnie.
— Możesz zrobić ze swego pokoju takie rozkoszne miejsce, żeby pragnęły tu przychodzić. Czy nie zastanawiałaś się nad tym nigdy, że chora osoba jest zawsze pod ręką, kto jej tylko potrzebuje, wie, gdzie ją znaleźć i jeżeli jest kochana, to się staje duszą całego domu. Jak tylko dzieci poczują, że twój pokój jest miejscem, dokąd wszyscy dążą, czy są znużeni, czy szczęśliwi, czy strapieni, czy smutni i że Kasia, która go zamieszkuje, z pewnością przyjmie ich serdecznie, bitwa będzie wygrana. Wiesz bowiem, że się nie ujmuje ludzi, prawiąc im morały, tylko dzieląc z nimi wszystko, pomagając w tym i w owym. A gdy czyjeś życie jest odłożone chwilowo na bok, jak twoje teraz, powinno się to uważać za stosowną chwilę, żeby cudze życie przyjmować na siebie, co jest niemożliwe, gdy się kłopoczemy i zajmujemy własnymi sprawami. Ale nie miałam zamiaru prawić kazania, boję się, że jesteś zmęczona.
— Ani trochę! — rzekła Kasia, ściskając mocno rękę Heleny w swoich dłoniach. — Nie możesz sobie wyobrazić, o ile lepiej się teraz czuję. Ach, kuzynko Heleno, ja chcę spróbować!
— Nie przyjdzie to łatwo, zdarzą się dni, kiedy cię będzie głowa bolała, będziesz kwaśna, rozdrażniona i nie zechcesz myśleć o niczym, tylko o sobie. Zdarzą się znów inne, kiedy Józia i reszta dzieci zechcą tu wejść, jak teraz Elżbietka, i poczują, że ich obecność jest ciężarem. Ale musisz mieć to w pamięci, że ile razy zapomnisz się, będziesz niecierpliwa albo samolubna, oziębisz je i odstręczysz od siebie. To są kochające istotki i tak się martwią teraz o ciebie, że niczym nie zdołasz ich rozgniewać, ale powoli oswoją się z twoją chorobą i jeżeli nie zdobędziesz ich przyjaźni, odsuną się, gdy będą starsze.