— Najpierw podniosłabym rolety i tak bym urządziła pokój, żeby był mniej był posępny. Czy zażywasz lekarstwa z tych wszystkich flaszek?
— Nie, tylko z tej dużej z niebieską kartką.
— Możesz więc poprosić ciotkę Izę, by zabrała resztę. Powiedziałabym też Józi, żeby co dzień przynosiła wiązkę świeżych kwiatów na stół... ale nie widzę białego wazonika.
— Stłukł się tego samego dnia, kiedy wyjechałaś, tego dnia, kiedy spadłam z huśtawki — rzekła Kasia smutno.
— Nie martw się tym, moja droga pieszczotko, nie miej tak rozżalonej minki, wiem, gdzie rośnie drzewo owocujące tymi wazonikami i będziesz miała taki sam. Po uporządkowaniu pokoju kazałabym sobie przynieść szkolne książki, gdybym była na twoim miejscu, i uczyłabym się parę godzin co rano.
— Ach! — wykrzyknęła Kasia, krzywiąc się na tę myśl.
Kuzynka Helena uśmiechnęła się i rzekła:
— Wiem, że się wydaje nudną pracą uczyć się geografii i działań arytmetycznych o własnych siłach, sądzę jednak, że gdybyś się przymusiła, byłabyś wkrótce zadowolona. Widzisz, nie straciłabyś tak wiele materiału, nie byłabyś tak bardzo zapóźniona w nauce. Przy tym w nauce jak w ogrodnictwie: plony niełatwo wyrastają, każdy kwiat, jaki zerwiesz, będzie rodzajem zwycięstwa i będziesz go ceniła dwa razy więcej od tego, który cię nie kosztował tyle trudów.
— Dobrze — powiedziała smutno Kasia — spróbuję, ale to wcale nie będzie przyjemnie uczyć się samej. Czy jeszcze coś więcej, kuzynko Heleno?
W tej chwili drzwi skrzypnęły i Elżbietka nieśmiało wsunęła główkę do pokoju.