— Tak — odrzekła kuzynka ze śmiechem — to byłam ja, ale nie miałam zamiaru tak szybko wymówić swojego imienia. Gdy ojciec odszedł, kazałam sobie podać lustro: cóż za widok, Kasiu! Włosy wyglądały jak mysie gniazdo, czoło było całe poorane bruzdami, bo z bólu często się marszczyłam, wyglądałam więc jak stara baba.
Kasia spojrzała na gładkie czoło i błyszczące włosy kuzynki Heleny i rzekła:
— Nie mogę w to uwierzyć, twoje włosy nie mogły być nigdy potargane.
— Owszem, były bardziej potargane niż twoje teraz, ale to przejrzenie się w lustrze wyszło mi na dobre, zaczęłam się zastanawiać, jak samolubnie postępuję i zapragnęłam być lepsza. Odtąd, gdy mnie ogarnął ból, gładziłam palcami czoło, żeby się nie marszczyło i starałam się nie zdradzać twarzą cierpienia. Tym sposobem, chociaż teraz jestem o wiele starsza, nie mam zmarszczek, bo jak wtenczas znikły, to już więcej nie wróciły. Z początku sprawiało mi wiele kłopotu starannie utrzymywać pokój i siebie samą, ale po krótkim czasie stało się to nałogiem i przychodziło z łatwością. Zadowolenie drogiego ojca wynagradzało mi wszystko: dawniej dumny był ze swojej ruchliwej, zdrowej córki, ale zdaje mi się, że mu nigdy nie sprawiała tyle pociechy, co ta chora, leżąca w łóżku. Mój pokój był jego ulubionym miejscem i tak dużo spędzał w nim czasu, że wszystko, co mnie tam otacza, jest pamiątką.
Kuzynka Helena miała łzy w oczach, gdy skończyła mówić, ale Kasia była ożywiona i pogodna. Zdawało się, że czuje ulgę, a zarazem wielkie zdziwienie, że był czas, kiedy Helenka była mniej doskonała niż teraz.
— Czy doprawdy myślisz, że ja także mogłabym to robić? — zapytała.
— Co robić? Czesać włosy? — i uśmiechnęła się Helena.
— O nie! Być porządna, słodka, cierpliwa i dopomagać ludziom. Ty wiesz, co bym chciała powiedzieć.
— Jestem pewna, że będziesz mogła, jak spróbujesz.
— Ale co ty byś najpierw zrobiła? — spytała Kasia, której pilno było zacząć, kiedy się jej uczepiła nowa myśl.