Musiała to wypowiedzieć przez sen, bo ciotka, na wpół obudzona, rzekła:
— Co to jest? Czy potrzebujesz czego?
Kasia obudziła się i spostrzegła, że jest w łóżku i że pierwsze promienie słońca dostają się do okna, a ciotka Iza, wsparta na łokciu, patrzy na nią z jakimś sennym zadziwieniem.
Rozdział dziesiąty. Święty Mikołaj i święty Walenty
— Co dzieci dzisiaj robią? — spytała Kasia, kładąc książkę pod tytułem Norwegowie. — Nie widziałam ich od śniadania.
Ciotka Iza, zajęta po drugiej stronie pokoju szyciem, oderwała wzrok od roboty i rzekła:
— Nie wiem, może są u Cesi albo gdzieś indziej, pewnie wrócą niedługo.
Jakoś dziwnie i tajemniczo brzmiał jej głos, ale Kasia nie zauważyła tego.
— Obmyśliłam wczoraj taki ładny plan — mówiła dalej — żeby dzieci zawiesiły jutro w wieczór swoje pończochy tutaj, nie w dziecinnym pokoju, bym mogła zobaczyć ich podarki. Czy się to da zrobić, ciotko Izo? Tak by mnie to zabawiło!
— Nie widzę żadnej przeszkody — odparła ciotka z taką miną, jak gdyby powstrzymywała śmiech. Kasia była zaciekawiona, co jej jest.