Już upłynęły przeszło dwa miesiące od wyjazdu kuzynki Heleny i nastała zupełna zima — śnieg padał na dworze, Kasia widziała gęste płatki snujące się za oknem, ale jej ten widok nie zasmucał, gdyż pokój zdawał się jeszcze cieplejszy i milszy. Był to teraz ładny pokoik: na kominku palił się wesoły ogień, wszystko było czyste i porządne, kwiaty stojące na stoliku odświeżały powietrze i leżąca w łóżku Kasia zupełnie inaczej wyglądała niż owa zgnębiona dziewczyna z poprzedniego rozdziału.
Jakkolwiek odwiedziny Heleny trwały tylko jeden dzień, przyniosły wiele dobrego. Wprawdzie Kasia nie stała się doskonała od razu, bo się to nikomu z nas nie zdarza, nawet w książkach, ale już i to dobre, gdy się wejdzie na dobrą drogę. Noga jej dochodziła do siebie i chociaż chwiała się biedna Kasia, ślizgała się i często siadała zrozpaczona — trzymała się jednak bardzo dobrze, pomimo że w złe dni mówiła sobie, iż nie robi żadnych postępów.
Wiele łez kosztowały Kasię te złe dni, kiedy wszystko zdawało jej się ciężkie i ona sama była kwaśna, drażliwa i wypędzała dzieci z pokoju, ale potem jeszcze pilniej usiłowała podnieść się na nowo i sądzę, że choć czasem cofała się, na ogół dobrze wyuczała się swych lekcji.
Kuzynka Helena była wielką pociechą przez ten cały czas, pamiętała ciągle o Kasi i prawie co tydzień przysyłała jakąś drobnostkę: notatki pisane ołówkiem, kiedy sama leżała na sofie, zajmującą książkę, nowy dziennik albo jakiś ładny przedmiot ze swego pokoju. Pąsowy szlafroczek, który Kasia nosiła, pochodził od niej, jak również pulpit na książkę i rozmaite inne rzeczy. Lubiła też rozglądać się wokół siebie, bo cały pokój przypominał jej kuzynkę Helenę i jej dobroć.
— Chciałabym mieć coś ładnego do włożenia każdemu w pończochę — odezwała się z zamyśleniem — ale mam tylko ciasteczka do herbaty dla papy i lejce dla Filipka.
Mówiąc to, wyjęła spod poduszki lejce z jaskrawej wełny z dzwoneczkami przyszytymi gdzieniegdzie. Sama je zrobiła w bardzo krótkim czasie.
— Ach prawda! Mam różową wstążkę — rzekła nagle. — Mogłabym ją dać Józi. Wiesz, ciociu, że miałam ją na sobie tylko jeden raz i na pewno nie jest poplamiona. Czy będziesz łaskawa przynieść mi ją, ciotko Izo? Jest w górnej szufladzie.
Wstążka okazała się zupełnie świeża, uradziły więc, że będzie dobra dla Józi.
— Nie za prędko będę potrzebować wstążki — rzekła Kasia nieco smutnym tonem, lecz dokończyła weselej — a ta jest śliczna. Chciałabym też mieć coś prawdziwie ładnego dla Elżbietki. Wiesz, ciotko Izo, że ona mi się wydaje najmilszą dziewczynką w świecie.
— Cieszę się, że to spostrzegłaś — powiedziała ciotka, bo szczególnie kochała Elżbietkę.