Para kozłowych rękawiczek.
Mufka.
Dobry temperament...
Gdy wrzuciła swą kartkę w ogień, poleciała prosto w górę.
— Jakie to dziwne! — rzekła Kasia. — Żadnemu z dzieci nie udało się to tak dobrze.
Rzecz się tak miała, że Józia, sprytna istotka, wysunęła się z pokoju i otworzyła drzwi przed wrzuceniem życzeń, stąd naturalnie powstał przeciąg i pchnął papier w górę.
Po chwili nadeszła ciotka Iza i wszystkich wyprawiła do łóżka, mówiąc:
— Wiem, co będzie z rana, wstaniecie ze świtem i zaczniecie biegać, dlatego teraz trzeba pójść spać.
Gdy się rozeszli, Kasia przypomniała sobie, że nikt się nie odezwał, żeby dla niej powiesić pończochę. Zrobiło jej się trochę przykro, ale pomyślała: „musieli zapomnieć”.
Trochę później ojciec i ciotka Iza przyszli napełniać pończochy. Było to bardzo zabawne, bo każdą przynosili Kasi leżącej w łóżku, żeby mogła wkładać, jak się jej podobało.