Taki był pierwszy podarek od świętego Walentego. Józia była zupełnie oczarowana.
— Ach któż to mógł przysłać? — wykrzyknęła.
Ale zanim ktoś zdołał odpowiedzieć, znowu głośno zapukano do drzwi i wszyscy aż podskoczyli. Któż to? Znowu Brygida z listem w ręku!
— Teraz do panny Elżbiety — rzekła, wyszczerzając zęby.
Powstało ogólne zamieszanie między dziećmi i rozdarły kopertę w mgnieniu oka. W środku była pieczątka z kości słoniowej, na niej wyryte imię „Elżbieta” staroświeckim angielskim pismem. Były także następujące wiersze:
Znam wesołą dziewczynkę
Bardzo drogą mi,
Figlarną ma minkę,
W oczkach dobroć lśni.
Buzia jak makówka