Niczemu się nie można dziwić

Gruby pan w meloniku w towarzystwie smutnego młodzieńca, który miał na głowie czapkę jakiejś nieistniejącej uczelni, stanęli na schodach przed Zachętą95.

Młody człowiek, gestykulując z lekka, zaczął mówić monotonnym, fachowym głosem przewodnika:

— Oto gmach zbudowany jeszcze za pierwszych najazdów tatarskich, projektował go najmłodszy syn Piasta i Rzepichy, Stefan Szapiro, zaraz po narodzinach Chrystusa. Gmach ten służył wówczas do urządzenia wystaw sztuk pięknych, co ochroniło spokojnych mieszkańców Warszawy przed dzikimi hordami Tatarów.

— W jakiż to sposób? — zapytał gruby pan w meloniku.

— Najeźdźcy w pierwszym rzędzie zdobywali zawsze ten najokazalszy gmach, licząc na bogate łupy i jasyr. Kiedy dostali się do środka, nie mogli dojrzeć nic do grabieży, natomiast ze ścian pędziły na nich zastępy wojowników, wymalowane przez naszych Kossaków96. Dzicy, sądząc, że mają do czynienia z prawdziwym wrogiem, rozpoczynali walkę. W ciasnych salach tłoczyli się na portrety i żądni krwi rąbali je w zapamiętaniu. Wtedy spokojni tubylcy zamykali gmach na klucz i podpalali go. Po każdym najeździe odbudowywano ze zgliszczy ów pałac sztuki, zachowując jego przedpotopową architekturę.

Obok owego przewodnika i jego cierpliwego słuchacza przypadkiem znalazł się pan Stefan Niekluszko i z przerażeniem słuchał dziwacznych opowieści. Kiedy panowie udali się do wnętrza, pan Niekluszko poszedł za nimi. Gruby pan w meloniku i smutny młodzieniec w czapce nieistniejącej uczelni stanęli przed Grunwaldem Matejki97.

— Oto widzimy przed sobą — zaczął znowu objaśniać młodzieniec — arcydzieło malarstwa polskiego. Jest to zabytek z czasów Dąbrówki i Wieliczki. Namalował to najstarszy z Kossaków na obstalunek jednego z podsekretarzów stanu w gabinecie Jagiełły.

— Ciekawe — oznajmił pan w meloniku.

Tego było za wiele, świadek owych bujd wmawianych w zdrowego człowieka, ów Stefan Niekluszko podszedł do naiwnego słuchacza i rzekł z uniesieniem: