— Jestem panu bardzo wdzięczna...
— To ja mogę pani być wdzięczny, jeśli pani poprze mój wiersz.
— Pan pisze wiersze? To rzadko zdarza się u filantropów.
— U filantropów? Pani jest łaskawa nazywać mnie filantropem.
— Jestem zachwycona paczką z ubraniem, jaką pan zostawił u woźnego dla ofiar powodzi.
— Co, moje ubranie — powodzianom?! Gdzie jest ta paczka?
— Dziwi mnie pański ton. Paczka jest już przyjęta i spoczywa w składach komitetu.
Wyjaśniło się. Grafoman zapomniał o wierszu i zaczął biegać po redakcji. Wszelkie próby odzyskania jedynego ciemnego garnituru okazały się bezskuteczne. Na domiar złego młody człowiek miał być wieczorem na oficjalnym przyjęciu i w tym celu wiózł ów garnitur.
Po godzinie cała redakcja mówiła już tylko o spodniach z Poznańskiej.
Wreszcie administracja postanowiła zapłacić młodzieńcowi odszkodowanie, w zamian za pisemne zobowiązanie, że przestanie się starać o drukowanie swych utworów w owym piśmie.