Minęło pięćdziesiąt lat.
Rok 1888.
Dziwaczna lokomotywa stoi już pod parą. We wszystkich wagonach są otwarte drzwi do wszystkich przedziałów. Na peronie tłum odprowadzających. Kwiaty. Łzy. Powiewania chusteczkami.
Rozlega się pierwszy dzwonek.
Kościelne skupienie, a potem spazmatyczna ruchliwość.
— Wsiadajcie, bo będzie nieszczęście.
Szybkie pożegnania. Okrzyki. Drzwi się zatrzaskują.
Drugi dzwon.
Publiczność cofa się od pociągu. Lokomotywa wydaje przenikliwy gwizd.
Odjeżdżający tłoczą się przy oknach.