Trzecie trzykrotne uderzenie dzwonu...
Pociąg szarpie nagle i rusza. Lokomotywa astmatycznie wypluwa kłęby dymu.
Na peronie zabieliły się chusteczki pożegnania.
Tymczasem podróżni zajęli wygodne miejsca i rozpakowują paczki z prowiantem. Jedzą. Zimne kurczęta. Jajka na twardo. Chleb z masłem. Cel podróży daleki. Wszyscy zaopatrzyli się w coś na drogę. Pociąg leci prędko. Połyka kilometry jak czekoladki.
Mija pięćdziesiąt lat.
Mamy rok 1938.
Ludzie kupują bilety i zajmują miejsca w pociągu na parę chwil przed odjazdem.
Gwizdek.
Pociąg rusza bezszelestnie.
Jeszcze kilka osób wskoczyło na stopnie. Jakieś drzwi trzasnęły w biegu.