W przedziale trzeciej klasy wszystkie miejsca są zajęte, ludzie czytają gazety. Palą. Otyła jejmość kręci się niespokojnie, wreszcie wyjmuje z walizki paczkę i rozwija ją, z przetłuszczonego papieru wyłaniają się zimne kurczęta. Jajka na twardo. Chleb z masłem. Jejmość od pierwszego kilometra zabiera się do jedzenia. Jakiś tłusty kawałek zimnego mięsa poplamił ubranie sąsiada. Robi się awantura, na stacji zostaje spisany protokół.
Pociąg mknie dalej. Za parę godzin będzie w Krakowie.
Mija pięćdziesiąt lat.
Rok 1988.
Na lotnisku tłok. Samolot Warszawa–Kraków odchodzi za minutę i trzydzieści sekund. Podróżni zaczynają zajmować miejsca.
Samolot rusza.
Podróżni zakładają na uszy słuchawki radiowe.
Za godzinę będą w Krakowie.
Ledwie znaleźli się w powietrzu, jakiś pan sięga po paczkę, leżącą na siatce. Rozwija przetłuszczone arkusze, z których wyłaniają się zimne kurczęta, jajka na twardo, chleb z masłem.
Zabiera się do jedzenia.