— Nie. — Pacjent szmurgnął zapłakanym nosem i rzekł do otoczenia, wskazując na korpulentną pielęgniarkę: — Ot, myślę sobie, że ja przy świadkach z tą panią nie potrafię się doweselić. — Nagle przypomniał sobie treść piosenki. — A oni tam w górach są pewnie z całą wycieczką... Na szczyty z ciupagami się pchają... Jak to tam było w piosence? Niech pani zaśpiewa... Buty zdjęli i na bosaka.

— Ukryjemy się przed światem — zaczęła niepewnie pielęgniarka, ale urwała, widząc, że perliste łzy toczą się po policzkach operowanego.

— O... tak... Żebym ja tak mógł się ukryć... To by było dopiero...

— Może jest naprawdę taka wycieczka? — Nagle otarł łzy i wstał, rzucając na obecnych siarczyste spojrzenia. — Panie ministrze, hasła przedwyborcze partii, która zwyciężyła, brzmiały: „Każda twarz ma prawo do własnego uśmiechu” i „Śmiej się dziś, a będziesz płakał jutro”, i „Śmiechu i chleba”, „Śmiechu dla wszystkich” „Pokaż mi, że się umiesz śmiać, a pokażę ci kim jesteś” oraz „Hej, hej, hej... śmiej się śmiej!!!”

— Operujcie, panowie, operujcie!... — zaczął wykrzykiwać naczelny lekarz. — Człowiek, który po wyborach liczy na przedwyborcze hasła, nie da się tak łatwo doweselić... Operujcie mózg... chirurgicznie...

Klipa skulił się w sobie... Był przerażony...

Teraz zawieziono go na prawdziwą salę operacyjną...

Wrzeszczał ze strachu...

Doktór przystąpił doń, aby zbadać stan serca przed zastrzykiem narkozy.

— Proszę oddychać... Nie oddychać... Oddychać... Dobrze! Proszę liczyć do trzech...