Wagoniki same się potoczyły do najbliższej stacji. Zawiadomiono odpowiednie władze, zmobilizowano policję, straż ogniową i miejscowe stowarzyszenia, po czym zorganizowano obławę.
Pogoń osaczyła krnąbrną bardzo szybko.
Kiedy jednak kordon zacieśnił się dookoła jej legowiska, lokomotywa zaczęła szarżować na ludzi. Strzelano, bito gumowymi pałkami, nie pomagało. Wypadała na łąkę, popłoszyła i z powrotem wracała sobie do gaju, pogwizdując szyderczą piosenkę zwycięstwa.
Jak ją obezwładnić?
Postanowiono zamorzyć głodem.
I rzeczywiście.
Kiedy miało się już ku wieczorowi, lokomotywa zaczęła ujawniać mniejszą aktywność. Dopuszczała śmiałków na kilka kroków do siebie i rzucała się na nich dopiero w ostateczności. Widać, że węgla już zabrakło.
Noc zapadła, i wszyscy byli dobrej myśli.
Straż rozpaliła ognisko. Dziewczyny z pobliskich wiosek nadeszły spacerem. Śpiewano piosenki. Aż tu nagle lokomotywa wypadła, gulgocząc, z gaju, i krzesząc pęki czerwonych iskier, przemknęła po łące, napuszona jak indor.
Ścigano ją wśród ciemności, ale co to było za ściganie!