Czy kartofel ubiera się jak koczkodan i pyta później: „Powiedz, że dzisiaj jestem dobrze ubrana”?
Nie! Kartofel zdobi się tylko we własną urodę.
Czasem wepnie sobie motylka w swoje zielone włosy.
I to jest wszystko.
O! Gdyby choć jeden członek Ligi Antyalkoholowej zadumał się na chwilę nad kartofliskiem, zrozumiałby całe dostojeństwo kartofli, a nazajutrz zrobiłby wszystko, aby rozwiązać swą szkodliwą instytucję.
Dlatego proponuję założenie ligi, która z całą stanowczością, ofiarnością i samozaparciem, w myśl przytoczonych przeze mnie haseł nazwie się Ligą Zwalczania Ligi Antyalkoholowej. A nazwa ta nie będzie frazesem.
Ja pierwszy zgłaszam do niej swój akces i jako człowiek, i jako kartofel.
W żołądku pijaka
Trzeba raz wreszcie oświetlić kwestię pijaństwa od wewnątrz. Trudne to zadanie biorę na swoje barki. Może je udźwignę.
Królikiem doświadczalnym będzie w tym wypadku pan Teofil Brzyd, który zalał się w pestkę w restauracji „Ararat”. Sam pan Teofil Brzyd nic nas nie obchodzi. Oświetlamy bowiem od wewnątrz. Zbrojni we wszystkie narzędzia konieczne do wnikliwej obserwacji podchodzimy do zagadnienia od strony żołądka.