Minęło dalsze dwadzieścia minut. Pan Srebrnicki, nudną rozmową przykuty do stołu jak do galery, zrozumiał, że obecność gościa przedłuży się w nieskończoność. Wstał więc od stołu i zdecydował się powiedzieć:

— My z żoną zwykle sypiamy po obiedzie. Zechce więc pan wybaczyć...

— Ale naturalnie — przerwał Zakliczko — spodziewałem się tego i nie chcąc stanowić przeszkody w zwykłym trybie życia państwa, przyniosłem z sobą piżamę. Jest w przedpokoju.

Pan Srebrnicki osłupiał. Miły gość tymczasem wybiegł do przedpokoju:

— W salonie jest świetna kanapka, niech państwo sobie nie przeszkadzają. Prześpię się na niej z rozkoszą...

Państwo Srebrniccy udali się do sypialnego pokoju. Po kilku godzinach spotkali się z gościem w stołowym. Był wypoczęty i jadł podwieczorek.

— Jak państwo spali? U nas na wsi mawiało się: „Po obiedzie prześpij chwilkę, po kolacji przejdź się milkę”...

— Drogi panie, właśnie rozmawialiśmy z żoną, że pan prawdopodobnie nudzi się u nas. Sądziliśmy, że dobrze byłoby, gdybyśmy razem poszli do kina. Szczególnie, że już jesteśmy umówieni ze znajomymi...

— Właściwie to nie mam ochoty, chętnie poczekam na państwa w waszym domu. Tu jest bardzo przyjemnie.

Państwo Srebrniccy raz jeszcze spojrzeli po sobie znacząco. Nie było innej rady. Poszli. Uciekli. Kiedy zamykali drzwi frontowe, można było usłyszeć oddalony okrzyk pani domu: