Znany włamywacz, notoryczny złodziej, awanturnik i pijanica Abram Bela przyszedł tego dnia nieco wcześniej do domu i zaraz położył się spać. Był zupełnie trzeźwy. Potrzebował wiele wypoczynku, bowiem nazajutrz czekał go nerwowy dzień pracy: podobno jakieś wielkie włamanie, przygotowywane od dłuższego czasu z ogromną precyzją.
Przymrużył oczy i rozmyślał nad epizodami jutrzejszego dnia. Marzył. Nagle usłyszał cichy szelest, potem trzask zatrzasku. Nieco przyciężkie stąpania zaludniły śpiący korytarz mieszkania. Teraz drzwi jego pokoju otworzyły się, ktoś wszedł.
Bela zamknął oczy. Zapalono światło. Przybysz otworzył drzwi od szafy i zaczął szperać i szukać po kieszeniach ubrań.
Bela otworzył oczy. W szafie plądrował jakiś nieszczęśliwy obszarpaniec.
— Durniu jeden! Partaczu w dziąsło szarpany! Czy nie rozumiesz, że nawet nieboszczyk obudziłby się przy tylu hałasach, jakie tu wyczyniasz? — wybuchnął nasz doświadczony król włamywaczów.
Obszarpaniec obrócił się w jego stronę i zamarł z przerażenia. Jego małe czerwone oczka migotały, wyrażając na przemian śmiertelny lęk i wielki podziw.
— Panie Bela! Ja pana znam z widzenia, nigdy bym się nie ośmielił...
Tymczasem Bela ubrał się, wziął odpowiednie narzędzia, pogasił światła w mieszkaniu i wywlókł za rękę otumanionego i zadziwionego obdartusa. Kiedy znaleźli się na schodach, Bela zatrzasnął drzwi od swego mieszkania i zatrzymał nowicjusza, który chciał uciekać, korzystając z ciemności.
— Patrz! Tak się robi... — Po tych słowach wyjął wytrych z kieszeni i bez żadnego szelestu otworzył drzwi swego mieszkania. Przez przedpokój przeszedł bez najmniejszego szelestu, po czym zaświecił małą latarkę o zielonym, cichutkim świetle i wślizgnął się do swego pokoju. Z szafy wyjął kilka swoich ubrań, a potem w mgnieniu oka znalazł się na schodach.
— Rozumiesz? — spytał obdartusa.