— Tam właśnie stała szafa, którą mi zlicytowano. W swoim czasie wisiały w niej ubrania. Wspominam je z rozrzewnieniem.
— Az czego pan właściwie żyje? Nic u pana nie ma!
— Posadkę mam. Małą posadkę. Jakże pan może przychodzić do mnie przed pierwszym, tylko się pan naraża.
— Trudno. Mam pilne terminy.
— Raty?
— Podatki!
— Ba! Przykro mi bardzo, ale nic panu nie poradzę. Natomiast pierwszego będę miał pieniądze i chętnie kupię od pana ten rewolwer, który widziałem przed chwilą w pańskim ręku.
— Ten? Stary gruchot, ale mogę panu go sprzedać.
— Doskonale. Będę więc pierwszego Pod Kometą o dziewiątej wieczorem. Dam piętnaście złotych. A teraz niech już pan idzie, bo oczy mi kleją się do snu.
— Do miłego!